Podczas wędrówki w górę rzeki troć pokonuje wiele przeszkód w postaci spiętrzeń i progów wodnych. Wytrwałość ryb pod tym względem jest zadziwiająca. Przeszkodę pokonują często po kilku nieudanych próbach, nabierając sił i rozpoczynając walkę z następną, pokonują przeszkody o wysokości 1-2 m.
historyczne stanowiska skÓjki gruboskorupowej unio crassus philipsson, 1788 (unionoida: unionidae) w rzece mlecznej w radomiu/historical sites of the thick-shelled river mussel unio crassus
Leszcz nie ma najlepszej opinii - wypomina się mu mnogość ości. I to, że w zanętę często wbijają się stada chudych jak żyletka "podleszczaków".W każdym nowo utworzonym artykule pokaże się wpisany tutaj tekst. Wpisz więc tutaj domyślną treść nowego artykułu lub instrukcję dodawania nowego artykułu dla swojego niektórzy mają doń pretensje o to, że pokryty jest grubą i czepiającą się palców warstwą śluzu. Mawia się o leszczu, że jest rybą słabą, szybko ustępującą w walce. Że lubi się zbierać przy zrzutach ścieków komunalnych, mleczarskich, rzeźnych, a na dodatek bardzo szybko "przesiąka" nieprzyjemnymi to prawda, ale... Ale dotyczy osobników co najwyżej średniej wielkości. Są one przez wędkarzy łowione najczęściej i w największej ilości. Leszcz jest rybą stadną, z regularnością zegarka penetrującą swój rewir. Chętnie zatrzymuje się na długo przy dobrze skonstruowanej zanęcie. Średniaka może łowić każdy, kto choć trochę ma pojęcia o rzece i leszcze niełatwe są natomiast do zlokalizowania, trudno je przytrzymać w łowisku zanętą. Jednak każdy, komu udało się wstrzelić w stado dużych ryb tego gatunku, kto wyjął w ciągu godziny kilka potężnych sztuk - weryfikuje swą opinię o leszczach. Okazuje się, że ryby te potrafią dzielnie walczyć i potargać niepoprawnie skonstruowane zestawy. Umieją wykorzystać każdą niedoskonałość wędkarskiego warsztatu, nerwowość, brak refleksu, zbyt siłowe hole. Trzykilowy leszcz - a dużo ich w polskich rzekach - przynosi satysfakcję najbardziej nawet wymagającemu się potem, że mięso pogardzanej dotąd ryby bywa wyjątkowo smaczne - niektórzy porównują je do prawdziwie delikatesowego karpia. Grube ości przestają przeszkadzać, śluz nie jest tak niemiły, jak u mniejszych osobników. Mitem okazuje się "brudolubność" leszczy - co prawda łowi się je regularnie przy każdym niemal "berglu", zrzucie ścieków komunalnych, ale więcej i większe trafiają się na pełnej wodzie, na nurcie leniwe na pozór ryby po bliższym poznaniu okazują się wyjątkowo wytrwałymi wędrowcami. Okazuje się, że niesłusznie kojarzone były z grubą warstwą mułu i rzecznymi zastoiskami. Leszcz otóż odżywia się przede wszystkim wodnymi bezkręgowcami. Bodaj największą część ich diety stanowią larwy owadów, przede wszystkim ochotkowatych. Te ostatnie z kolei występują masowo w partiach rzeki bogatszych w tlen, a więc po prostu w cienkiej warstwie osadów strefy pełnego, choć niezbyt szybkiego nurtu albo wśród filcowatych pasm glonów na kamienistych przelewach. Na głęboczkach za takimi przelewami można oczekiwać stad leszczy. W rzecznych rynnach o większej głębokości także łowi się duże sztuki - wystarczy dobrze zanęcić i poczekać opinia o leszczach często myli wędkarzy, prowokuje do popełniania błędów. Ileż razy ujrzeć można na ostrogach większych rzek ludzi z ciężkimi gruntówkami podających zestawy na spokojną wodę w dole rzeki. Owszem, zdarza się, że złowi się na tak zarzuconą wędkę jakiś średniak, który odbił od stada w poszukiwaniu żeru, zdarza się, że podejdzie ich kilka zwabionych smakołykami z zanęty. Generalnie jednak łowi się wówczas leszcze na nieleszczowych ostróg mogą być jednak dobrymi łowiskami. Z reguły więcej ryb znajdzie się na napływowej stronie główek - głównie w niezbyt szerokim pasie nurtowego cienia, gdzie odkładają się namuły i gdzie żyją organizmy stanowiące leszczowe menu. Strona zapływowa także okazać się może ciekawym łowiskiem, ale raczej w partiach wody równomiernie płynącej, czyli w rynnie tworzącej się u szczytu każdej niemal jednak rezultaty miewają wędkarze, którzy natykając się na szereg główek, moszczą sobie stanowiska pomiędzy nimi, na odcinkach, gdzie nurt zbliża się do brzegu lub biegnie prostą rynną równolegle do takiej rynny jest najważniejszą sprawą przy łowieniu leszczy. Wielu wędkarzy, szczególnie amatorzy gruntówki z ciężkim ołowiem dennym, zarzucają zestawy "byle dalej". Często przerzucają leszczowe stanowiska, łowią na "pustych" płyciznach. Najgorsze jest to, że od stanowisk dobrze żerujących ryb dzieli ich przynętę dosłownie kilka metrów. Być może w ciągu łowów raz, może nawet kilka razy, trafią przypadkiem w leszczową rynnę i wyholują sztukę czy dwie, ale - niestety - będzie to czysty przypadek, fuks, zrządzenie losu. Łowiący z ciężkim ołowiem twierdzą, że przestawianie zestawu przy tej technice jest niełatwe, że zbyt częste zarzucanie powoduje płoszenie się ryb. I prawda - nie sposób ryb nie płoszyć wrzucając do wody kilkusetgramowe pecyny ołowiu. Ale nawet ciężkozbrojny grunciarz może przed rozpoczęciem łowienia w prosty sposób poznać strukturę dna w zasięgu rzutu, może też dobrać właściwie ciężarek - uwzględniając odległość, siłę prądu, głębokość łowiska. Ciężka gruntówka może okazać się wędką pełną finezji, jeśli tylko wybierze się najlżejszy z możliwych kawałek poznać dno w zasięgu rzutu - co zastępuje sondowanie, bez którego nie potrafi się obyć żaden przyzwoity spławikowiec - wystarczy na koniec zestawu założyć niewielki (relatywnie oczywiście) gruszkokształtny ciężarek z oczkiem. Kilkanaście zarzuceń i wolne ściąganie "sondy" pozwoli na bardzo dokładne zlokalizowanie wszystkich dołków, wypłyceń oraz na opukanie każdego niemal fragmentu rynny. Dzięki temu i zanętę będzie można wrzucić we właściwe miejsce i przynętę podawać w sposób przemyślany, leszcze lubią przemierzać rzekę z dokładnością przedwojennego pociągu, to przecież nie zawsze penetrują wyłącznie śródrzeczne rynny. Czasami wypływają na płycizny, niekiedy wpadają na kilka chwil na niezbyt odległe od nurtu zastoiska. Miewają momenty, w których zbliżają się do brzegu albo odrywają od dna i żerują w pół wody czy spławiają się na powierzchni. Z rzadka w nietypowych miejscach potrafią zadomowić się na dłużej, osobliwie w zatokach rzecznych z wstecznymi prądami, za główkami w miejscach pełnych zawirowań i nakładających na siebie, mieszających się strugach nurtu. Warto więc poznać ich rozkład dnia i umieć odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego można je znaleźć w tych akurat miejscach. Leszcze, jak większość ryb, miewają sezonowy "rozkład jazdy" - gdzie indziej przebywają na wiosnę, gdzie indziej w pełni sezonu, gdzie indziej z rana, w dzień, w nocy...Jednakże doświadczony, otwarty na rzekę i ryby wędkarz jest w stanie - z dużą dozą prawdopodobieństwa - przewidzieć, gdzie w danej chwili, przy danej pogodzie, stanie wody i innych okolicznościach przebywają leszczowe dużej rzece leszcze stają się celem wędkarskich wypraw dopiero w maju, a więc sporo później niż jaź czy płoć. Ryby te zaczynają się trzeć dość późno, kiedy temperatura w rzece przekroczy 13oC. Szczyt tarła przypada na okres, gdy temperatura wody na podtopionych przez przybór, zarośniętych płyciznach ustali się na poziomie 16-19 populacja leszcza wyciera się partiami - już w pierwszym tygodniu maja można złowić przy brzegach większe ryby wygłodniałe po odbytych godach. Ale jeszcze do połowy czerwca zalane wierzbowe zarośla trząść się będą od leszczowych karpie codzienne - jak nazwał je Władysław Strzelecki we wspaniałej książce "Wędkarz i rzeka" - mają przed przystąpieniem do tarła krótki okres aktywności żerowej. Są po prostu żarłoczne i tracą na tydzień czy dziesięć dni swą stadną przemyślność, z której słyną latem czy wczesną jesienią. Gromadzą się w pobliżu miejsc zdatnych do odbycia godów i rzucają się na każdą podaną przynętę. Wzdłuż wierzbowych zalewisk, na przybrzeżnych spowolnieniach, głębokich na półtora do dwóch metrów zamuliskach bobrują w dnie wielkie tym czasie pierwsze partie oddają się już miłosnym uniesieniom, zaś inne "turnusy" zmierzają wzdłuż brzegów do amorycznej będzie trudno uważnemu wędkarzowi odnaleźć trasy wiodące leszcze na tarło, choć być może szukanie tych szlaków nie jest specjalnie etyczne. Choć przecież leszczy u nas dostatek, duże rzeki pełne są trzymających się swoich rewirów stad. Ale właśnie na rzekach większych nie powinno sprawić problemu znalezienie miejsc, gdzie gromadzić się będą - także żarłoczne nad wyraz - potarlane są wówczas zmordowane, przez tydzień, niekiedy dwa odpoczywają w miejscach o wodzie niemal stojącej, w przybrzeżnych dołach o dnie pokrytym grubszą warstwą namułów. Wybierają plosa za główkami, głęboko wcinające się w wysokie burty ostre zewnętrzne łuki, trzymają się wolno płynących odcinków wzdłuż spadów obok wysp, usadawiają się w zastoiskach na wylotach łach. Po kilkudniowym wypoczynku i nabraniu sił, wyruszą ku swym późnowiosennym zejścia wód, na dobrą sprawę do janówki, wykorzystywać będą podwyższony stan rzeki i trzymać się w pobliżu brzegów. Opuszczą zastoiska i zgodnie ze swoją naturą, wybiorą równy odcinek rzeki o niezbyt śpiesznym nurcie, który przeczesywać będą zmierzając pod prąd rozwiniętą tyralierą. Osiągnąwszy jego skraj spłyną pośpiesznie w dół rzeki, by ponownie rozpocząć przeszukiwanie wytartych osobników wpłynie do łach, które stają się przepływowe wyłącznie w okresie przyborów. W czasie, gdy woda w nich stoi, bujnie rozwija się tam życie bezkręgowców, odkłada muł, w którym żyją larwy owadów i skąposzczety w większej na ogół liczbie aniżeli w korycie wiosenne leszcze w rzekach - zarówno tych dużych, średnich, a także w zupełnie niewielkich - trzymają się tzw. kantu o głębokości 1,2 - 2 m, niezbyt odległego od brzegu uskoku dna ku płaskiej warto podawać nieco dalej niż w przypadku polowania na jazie, poza miejsca, w których w pełni lata stawiać się będzie wędkarskie stołeczki. Szczególnie dobrymi stanowiskami okazać się mogą wszelkie luki między krzakami wierzby, granice nurtu u szczytu zwalonych drzew, kamiennych czy ilastych cypli wrzynających się w rzekę. Wzdłuż kantu poruszać się będą stadka wytartych już leszczy, wzdłuż niego płynąć będą na gody bardziej ciepłolubne osobniki. Wiosenny kant jest także najlepszym miejscem do zasadzenia się na leszcze na rzekach mniejszych, w których duże ryby w sporych ilościach pojawiają się wyłącznie wiosną podczas wędrówki na tarło i w czasie powrotu po odbytych rzeki, w których latem łowi się wyłącznie drobiazg lub szuka dołów zamieszkałych przez kilka większych ryb, wiosną stają się istną promenadą. Są z reguły płytsze od rzek, w których znajdują ujście, wylewają na łąki, pola, zalewają olsy, grądy i łęgi. Woda na zalanych płyciznach ogrzewa się znacznie szybciej niźli w rzekach zapraszają więc wyższą temperaturą wiele gatunków ryb, także leszcze, które potrafią w swej tarlanej wędrówce zajść bardzo wysoko. W dopływach Bugu i Narwi spotyka się je nawet kilkadziesiąt kilometrów w górze dopływów. Żerują przez cały czas. Posuwają się blisko brzegów, często odpoczywają w niewielkich zastoiskach położonych w pobliżu kantów. Niekiedy wrzynki takie mają 2-3 m kwadratowe i metr partie wytartych leszczy dość długo pozostają w rzeczkach, w których odbywały gody. Wybierają podobne stanowiska, jak w większych ciekach. Są to jednak chwilowe rewiry żerowiskowe. Liczące kilkanaście, czasem kilkadziesiąt osobników stadka dają się stopniowo znosić coraz niżej, by w momencie przedletniego spadku dużej wody znaleźć się w pobliżu średnie, takie jak na przykład Pilica, Pisa, Wisłoka, Noteć, Biebrza, a także rzeczki niewielkie, ale głębsze i mniej podatne na wahania stanu wody, mają swoje populacje leszczy. Trzymają się one niemal wszystkich głębokich odcinków o równym, spowolnionym uciągu, żerują wzdłuż wysokich burt na zewnętrznych łukach, zadomawiają w głęboczkach przed i za spiętrzeniami wzniesionymi ręką człowieka. Każdy zbiornik zaporowy, bez względu na to, czy jego powierzchnia liczona jest w kilometrach kwadratowych, w hektarach czy w arach, posiada swoje leszczowe tygodni po tarle leszcze lokują się na odcinkach rzek, w których pozostaną do późnej jesieni. Niektóre stada już na przełomie maja i czerwca zasiedlają swe letnie rejony. Zaczynają "kursować" w nich z regularnością godną kolei brytyjskich. Aktywne żerowanie rozpoczynają o brzasku, kiedy niebo na wschodzie zaczyna jaśnieć, płonąć porannymi zorzami. Zbliżają się wówczas do brzegów, wpływają na spowolnione, lekko zamulone płycizny, penetrują kanty, faszynowe materace przygniecione kamiennymi opaskami i wsteczne prądy za ostrogami oraz naturalne zatoki. Z reguły jednak nie oddalają się zbyt daleko od dni bezchmurne pozostają na tych stanowiskach do chwili, gdy słońce pożółknie nad horyzontem, przy niebie zachmurzonym ich odejście jest nieco krótsza lub dłuższa przerwa w dzień się budzi na dobre, kiedy wiatr zaczyna marszczyć wodę i rozwiewają się mgły, wędkarze mają szansę, by zaobserwować wspaniałe zjawisko spławiania się leszczowego stada. Nad powierzchnią leniwie toczącej swe wody rzeki zaczynają się pokazywać ryby. Nie chlapią się jak wiele innych gatunków. Niemal bezgłośnie wynurzają nad wodę swe ciało, niekiedy prezentują się niemalże w całej okazałości, czasami pokazują jedynie płetwę grzbietową i niewielki odcinek "pleców". Bodaj najbardziej masowe spławy udawało mi się zaobserwować podczas mglistych poranków, w momencie, w którym poranna bryza zaczynała strzępić oponę spławiania leszcze podobno nie żerują, niemniej dla wędkarza zaobserwowanie ich powierzchniowego baletu jest niezmiernie ważną informacją. Spławy otóż odbywają się w pobliżu żerowisk lub wręcz nad nimi. Bardzo często, natychmiast po ich ustaniu, następuje drugie poranne żerowanie - nieco już oddalone od brzegu. Ryby penetrują skraje głębokich dołów i rynien, posuwają się po kantach i blatach. Znajdują się wciąż w zasięgu przepływanki i mocniej obciążonej przystawki. Żerowanie trwa do osuszenia traw, do zejścia rosy. Później leszcze odchodzą od brzegu, ustawiają się w korycie i co pewien czas tyralierą przeczesują swój dzienny rewir. Czynią to jednak leniwie, niespecjalnie starannie, aczkolwiek prowadzony z przytrzymywaniem zestaw bolonki czy powiewający w nurcie długi przypon denki z pewnością sprowokuje leszcza do zainteresowania się omawianego gatunku miewają też dość często południowy napad apetytu. Nie spotyka się go tylko w okresach wyjątkowych i długotrwałych upałów. W dni o średniej czy niższej temperaturze leszcze ożywiają się na godzinę, półtorej, w momencie, gdy słońce stoi najwyżej. Żerują głównie w znów następuje trzy godziny przed zachodem słońca leszcze znów nabierają chęci na jedzenie. Bardzo wolno zbliżają się ku brzegom. Na bezludnych i spokojnych odcinkach rzek tuż przed zmierzchem zajmują poranne stanowiska. Znikają z nich jednak jeszcze przed zapadnięciem nocy można złowić leszcze największe, choć i średniaki dają się niekiedy skusić na dobrze podaną przynętę. Nie oddalają się zbytnio od swych wieczorno-porannych stanowisk, bowiem jak każde sympatyczne stworzenie są leniwe i wygodnickie. Dlatego też - jeżeli celem nocnej wyprawy są właśnie one - nie ma sensu ciężkiego zestawu gruntowego czy lżejszej "pikerowej" denki posyłać daleko na wodę. Wystarczy podać go na kant, na skraj materaca, w pogranicze spokojnej wody i należy się jednak spodziewać częstych i wygodnictwo leszczy może być wykorzystane przez wędkarza. Cały, misternie ułożony przez naturę rozkład jazdy leszczowego stada może zostać zakłócony przez przemyślność ludzką. Wystąpią co prawda momenty gorszego żerowania, ale da się ryby przytrzymać przy brzegu i w stanowisku, jeżeli z głową i z dobrym smakiem zanęci się łowisko. Dwie rzeczy będą wówczas najważniejsze - zanęta musi trafiać w rybie gusta oraz musi być podana dokładnie na trasie leszczowej wędrówki żerowiskowej...Niechcący jednak, mimochcąc, zupełnie jak leszcze, weszliśmy wraz z Czytelnikami w okres letni. Ryby opisywane w tym rozdziale takie właśnie są, powolne, unikające nagłych zmian, zmieniające się na raty, partiami czy jak kto woli "turnusami". Niektóre już w czerwcu żyją letnim rytmem, podczas gdy inne dopiero wchodzą w tarło, niektóre wychodzą już z dopływów, podczas gdy inne dopiero zbierają się przy ich ujściach...LatoDobrze podana zanęta może znacznie zaburzyć rozkład dnia i zmienić stałe trasy leszczowego stada. Nie trzeba zaopatrywać się w kilogramy firmowych mieszanek i prowadzić eksperymentów, by się o tym dowiedzieć. Wiele średnich i dużych rzek zanieczyszczane jest przez ścieki komunalne. I każdy ich wylot staje się leszczowym łowiskiem dla dziesiątek wędkarzy niewrażliwych na przykre zapachy. Nie chcę tutaj poszukiwać motywacji ludzi, którzy w śmierdzących ujściach kolektorów łowią ryby, faktem jest, że łowią skutecznie. Poziom ochrony środowiska w naszym kraju długo jeszcze będzie stał na zatrważającym poziomie, dlatego przy "berglach", "śmietnikach", "smródkach" - takie wdzięczne miana nadali ściekom wędkarze - spotykać się będzie przez całe lato gromadki stałych większy zrzut komunalnych nieczystości ma swoje leszczowe stado, ba, kilka innych ławic kilka razy dziennie wpada tu na żer. A jest po co - wszak przez zlewozmywaki niewielkiego nawet miasteczka przepływa dziennie masa jadalnych resztek z ludzkich stołów. Leszcze na tych resztkach rosną znakomicie - to właśnie tu regularnie padają wędkarskim łupem osobniki liczące sobie dwa, dwa i pół czy więcej na stałe zadomawiają się w miejscach, hm... stale zanęconych...Zdarzają się dni, że kilkunastu bywalców berglowych stanowisk, często siedzących tuż koło siebie, ramię w ramię, wyławia z zapaskudzonej wody kilkadziesiąt czy wręcz ponad setkę kilogramów bowiem leszcze podczas lata niewytłumaczalne napady żarłoczności. Nieczęste są to dni, ale długo krążą potem po brzegach opowieści o leszczowym szaleństwie. Ryby te w takie dni łowią się na wszystkie wędki postawione na trasie ich wędrówki - dzwonią dzwoneczki gruntówek, pikają szczytówki "pikerków", podskakują bombki na przystawkach i nikną pod wodą spławiki przepływanek. Ktoś, kto trafi nad wodę w taki dzień, a na dodatek dołączy do sprzyjających okoliczności trochę wędkarskiego i kunsztu, będzie potem długo mógł wspominać niesamowite chwile leszczowego nie potrafi racjonalnie wyjaśnić istoty tego zjawiska, tym bardziej że zdarza się ono zarówno podczas upałów, jak i w dni pochmurne, w czasie bezwietrznej pogody i przy porywistych wędkarz, który natknął się na leszczowe szaleństwo, wie, że ryby te niemal przez cały dzień żerują w strefie brzegu i na spadzie do pierwszej rynny sródrzecznej, że przerwy w pobieraniu pokarmu bywają krótkie, zaś brania pełne są gwałtowności i rzadko kiedy ryby wypluwają nawet najbardziej oporne przynęty. Ale dni takie są marzeniem, śni się o nich, pożąda, jednak najczęściej rzeka wita nas zwyczajnym zachowaniem ryb... Stan wody na rzekach mniejszych latem jest zazwyczaj znacznie obniżony. Leszcze występują stale jedynie w głębszych, wolno toczących swe wody. Stada nie są liczne. Składają się z kilkunastu, rzadziej z kilkudziesięciu osobników o podobnej wielkości. Do gromadki równolatków "przykleja się" kilka ryb większych i parę wybierają sobie stałe rewiry, które przeszukują starannie według rozkładu dnia wspominanego wyżej. Miejsca te znane są doskonale wędkarzom mieszkającym nad tymi rzekami, ale i przyjezdnemu nietrudno je głębokie na półtora do dwóch metrów rynny o jednostajnym nurcie przylegające do strefy spowolnień, biegnące wzdłuż głębszych zatoczek i wrzynek z wstecznymi prądami, plosa o bardzo nieznacznym uciągu są zazwyczaj przez leszcze odwiedzane. Nie oznacza to jednak, że wystarczy wypatrzyć właściwe miejsce - leszcze bowiem, wbrew utartej opinii podkreślającej ich gnuśność, są rybami kilkakrotnie w ciągu doby zmieniającymi swoje stanowiska, czasami dość odległe od zachowują się na rzekach średnich, dużych i tych wielkich, z tym że wszystko odbywa się w innej skali. Ale na rzekach małych i dużych oznacza to konieczność wyczekiwania, zmieniania metod, starannego przypatrywania się jednak, kto pozna dobowy rytm bohaterów tego rozdziału, będzie szukał ich tam, gdzie powinny przebywać. Niewielu doświadczonych wędkarzy będzie stawiać przystawkę przy brzegu w samo południe, mało który łowca leszczy wyrzuci zestaw gruntówki daleko od brzegu o świcie i o zmierzchu. Mało który będzie się spodziewał natychmiastowych brań tuż po leszczy wie, że ryby te żerują cały czas znajdując się w ruchu, że do zanęty dojdą prędzej czy później, zaś cała sztuka polegać będzie na tym, by stado zatrzymać na dłuższy czas w zawodowych rybaków leszcze mają opinię ryb przemyślnych i mądrych. Poza okresem zimowym, gdy łowione są w wielkich ilościach w ostojach, wcale nieczęsto wpadają w matnie sieci. Jest ich w rzece najwięcej, więc rzadko który zaciąg leszczy nie przynosi, ale jest to ilość nieprzystająca do liczby tych razy zdarzało mi się wypływać z rybakami i widziałem na własne oczy, jak ogromne stado leszczy umykało przed spływającą drygawicą, kiedy kilka ryb zaczynało się trzepotać w jej okach. Szły wierzchem - w dół i na boki - niezbyt śpiesznie, bez nieprzytomnej paniki. Za to skutecznie nad wyraz. Co widać było po grymasie złości na rybackich twarzach i słychać w wiązankach, które słali za umykającym stadem rozsierdzeni także muszą się liczyć z mądrością leszczowej zbiorowości. Ryby te nie są co prawda tak ostrożne jak klenie czy jazie, tak podejrzliwe jak bolenie, jednak zbyt głośne zachowanie czy niemądry hol mogą spowodować długą przerwę w braniach. Leszcze nie odejdą w panice jak płotki, nie zemkną na środek rzeki jak brzany, ale odsuną się, spłyną kilkanaście metrów w dół rzeki i nie będzie łatwo ponownie zachęcić je do dużych rzekach do ulubionych stanowisk należą wszelkiego rodzaju ostrogi. Jakże często wędkarze ustawiają się na ich szczytach i podają swoje zestawy w dół rzeki, na skraj nurtu lub w zawirowania i wsteczki za główkami... Tymczasem najbardziej doświadczeni łowcy leszczy lokują się chętnie u postawy główki a przynętę podają na stronę napływową, w głębokie na 2-3 m spowolnienie przed ostrogą. Bardzo często właśnie takie miejsce jest najbardziej obfitym żerowiskiem. Przed główkami nurt zwalnia, tworzą się prądowe cienie, warstwy wody niemal stojącej przy samym dnie. Niezbyt grubą warstwą zalega tutaj muł, a leszcze - znów wbrew utartej opinii - wcale nie przepadają za zanadto głęboką warstwą osadów. Podobnie jak większość organizmów wchodzących w skład ich pożywienia, wolą cienką ich warstwę - lepiej natlenioną, obmywaną i czyszczoną z lżejszych drobin przez nieśpieszny przepływ. Nurt nanosi tutaj wciąż nowe szczątki organiczne, które wykorzystywane są przez bezkręgowce, trawione i wydalane. Ot, zwyczajna przemiana materii, pokarmowy łańcuch. Materia wydalona jest lekka, natychmiast więc porywa ją woda. Można więc by rzec, że jest na napływie zdrowo, czysto i przewiewnie. A przede wszystkim obficie pod względem pożywienia. Tutaj także zatrzymuje się zanęta - a ta przy łowieniu leszczy ma ogromne więc przejdziemy do jesieni leszczowego stada - znowu mimochcąc, bez wyraźnej granicy, płynnie jak bohaterowie tego rozdziału - warto by się zająć szczegółowiej jadłospisem naszych karpi wędkarzy dziwi się niepomiernie faktem, że leszcze ustawiają się często nad zalanymi przez 2-3 metrową warstwę wody kamieniskami. Niepotrzebne to zdziwienie - pomiędzy kamieniami odkłada się muł, wśród kamieni żyją - w czystych rzekach - kiełże, dorastające do 2 cm skorupiaki, takie "niby-raczki" uwielbiane przez wszystkie ryby spokojnego żeru. Można ich używać jako przynęty od kwietnia do cały rok natomiast można na haczyk zakładać po kilka ośliczek, spłaszczonych skorupiaków występujących na kamieniach i wśród butwiejących szczątków - mimo gęby przystosowanej do połykania dość dużych kęsów - bardzo chętnie odcedzają z mułu i pożerają drobne organizmy, na przykład rureczniki, znane hodowcom ryb akwariowych pod nazwą jednak lubianym pokarmem leszczy są larwy owadów występujące w osadach dennych. W leszczowych wnętrznościach można znaleźć ogromne ilości larw ochotkowatych, dlatego też każde miejsce ich obfitego występowania chętnie odwiedzane jest przez ryby. Znakomitą przynętą mogą okazać się larwy chruścików, wodne pędraki obudowujące się domkiem z piasku, resztek roślinnych, fragmentów muszli. Domek ten chroniący delikatny odwłok larwy nie jest żadną przeszkodą dla posiadającego silne zęby gardłowe leszcza. "Kłódki", bo tak ochrzcili larwy chruścika wędkarze, połykane są przez bohaterów rozdziału wraz z równie chętnie połyka także larwy jętki, ważki, widelnicy, zabarwicy oraz komarnicy. Wymieniam te stworzenia jednym tchem, bowiem wędkarzowi nie jest potrzebna umiejętność ich rozróżniania, wystarczy świadomość, że leszcze zjadają wszystko, cokolwiek się w rzecznym mule przez cały wrzesień leszcze żerują na letnich zasadach. Wyjątkiem bywają tylko gwałtowne załamania pogody wieszczące nadchodzącą jesień. Jednak jeśli miesiąc jest pogodny, to aktywne żerowanie przenosi się na nie są wyjątkiem - jak wszystkie ryby pragną pod koniec ciepłego sezonu najeść się na zapas, nagromadzić w postaci tłuszczyku zasób energii, która pomoże przetrwać chłodną porę roku. Żerują więc aktywnie. Jest jednak pewna różnica między rozkładem dnia z środka lata, a planem leszcze dużo częściej pojawiają się na płyciznach, szczególnie podczas październikowych ociepleń. Jak zwykle nie oddalają się nazbyt od sródrzecznej rynny, nadal bobrują w kantach, ale bardzo często i raczej w pierwszej połowie dnia wychodzą na wypłycenia. Na mniejszych rzekach warto ich szukać w środku koryta - na prostych odcinkach za pierwszą rynną z reguły takie wypłycenia występują. Na rzekach większych każda dłuższa rynna o spowolnionym uciągu bywa przez leszcze odwiedzana. Każdą więc sąsiadującą z nią płyciznę o niezbyt śpiesznym prądzie obszukują nasze karpie codzienne. I są to najczęściej ryby spore, a nawet wybitnie październiku na spinningistów uganiających się za jaziem i kleniem czekają niespodzianki. Na wodzie nie głębszej nad metr w maleńkie woblery, miniaturowe obrotówki potrafi uderzyć potężny leszcz. W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie przekonany byłem, że mam jazia na złoty medal - pobicie bywało silne, pierwsze chwile holu fascynujące, błysk ryby pod powierzchnią przyprawiał o drżenie kolan... Dopiero po kilku minutach okazywało się, że mam na wędce nie jazia, a trzykilogramowego leszcza zapiętego na trzech grotach albo wręcz z całą przynętą w czeluściach trąbkowatego pierwszych długotrwałych chłodów, które mogą się zdarzyć w październiku, częściej na początku listopada, leszcze żerują bardzo chimerycznie i wyprawy na nie przypominają wędkarskiego totka. Jednak i w grach losowych obowiązują pewne reguły... Otóż leszcz z zimnej wody częściej daje się skusić w pierwszej połowie dnia, niekiedy w samo południe. Kiedy słońce zaczyna swój lot ku horyzontowi na zachodniej stronie, ryby gdzieś się zapodziewają. Najczęściej zmierzają do głębokich dołów o minimalnym uciągu, w których letnie stada zbijają się już w zimowiskowe wyprawy stają się coraz rzadsze i coraz krótsze, choć przecież zdarzają się nawet w środku najmroźniejszej zimy. Niektóre plosa, w których gromadzą się spore ilości leszczy, zamienią się niebawem w jeszcze bardziej zatłoczone zimowiska, niektóre jednak są tylko przejściowymi schronieniami. Bywają zbyt płytkie, nie dają rybom poczucia bezpieczeństwa, są niezbyt zasobne w pożywienie, leżą w strefie wyjałowionej z "przejściówek" jest sporo w mniejszych rzekach, dużo ich także w rzekach średnich. Można je nazwać etapami, etapami na szlaku przedzimowego spływu do rzek większych oraz do cofek zbiorników zaporowych. Niektóre stada rozpoczynają tę wędrówkę pod koniec października, inne schodzą w dół w ostatnich dniach listopada. Nie ma to wiele wspólnego z masowym ciągiem ryb wędrownych - poszukiwanie zimowiska trwa niekiedy przez kilkadziesiąt dni, częste są zatrzymywania się pod drodze w zasobnych w pokarm okolicach. Czasami leszcze przypominają sobie o letnich obyczajach i żerują kilka razy w ciągu dnia, znów pracowicie przeorując dno w poszukiwaniu się to jednak na ogół dalej od brzegu, gdzieś w środku koryta, w strefie, w której ryby czują się bezpieczniej, gdzie ni człowiek, ni zwierzę nie będzie zakłócać ich zdarza się przedzimowa wędrówka pod prąd. Dzieje się tak na rzekach przegrodzonych spiętrzeniami. Pod jazami, zaporami zimują ogromne rzesze ryb, które przypływają tutaj z dużych odległości. By się znaleźć w głębokim, dobrze natlenionym plosie pod tamą, leszcze potrafią późną jesienią przepłynąć nawet pięćdziesiąt i więcej widać z opisu jesieni, także i w zimę leszcze wchodzą partiami. Niektóre siedzą w zimowiskach już w pierwszych dniach listopada, inne zbierają się w nich dopiero w grudniu. Zima dla łowców leszczy nie jest łaskawa. Odnalezienie zimowiska w rzece jest niezwykle trudne, dotarcie do niego jeszcze trudniejsze. Natomiast łowienie w zimowych ostojach - nieetyczne i sprzeczne z kolegów oburza się na takie postawienie sprawy. Protestując wywołują do tablicy zawodowych rybaków, którzy właśnie w zimie i właśnie z zimowisk wyławiają ogromne ilości tych ryb. Lecz rybactwo nie jest sportem, na sportowość wędkarstwa - w angielskim, nie zaś w "wyczynowym" znaczeniu tego słowa - powołujemy się natomiast prawie wszyscy. Zachowujmy się więc przyzwoicie, fair, sportowo i nie łówmy leszczy w ciepłych zim można z rzadka znaleźć te ryby na przylegających do ostoi wypłyceniach o dwumetrowej głębokości, w głębokich i raczej odległych od brzegu powolnych rynnach. Podczas ociepleń pojawiających się po trzaskających mrozach warto też obłowić krawędzie lodu. Tworzą się one na pograniczu nurtu i spokojnej wody, a więc w strefie, którą leszcze niekiedy odwiedzają podczas rzadkich, zimowych wędrówek jednak przeznaczyć miesiące zimowe na łowienie innych ryb, a może wręcz należy odpuścić sobie rzeki nizinne. Jeżeli nie ma się temperamentu trociowego i nie jeździ się na Pomorze, lepiej zimą szukać ryb w jeziorach lub w zbiornikach zaporowych o stałym poziomie wód. Rzeka bywa niebezpieczna, nawet na spokojnych zastoiskach lód miewa różnorodną grubość, odmienną spoistość i inny stopień zanęta, robak...Łowienie leszczy wymaga dobrej pamięci i sprawnego kojarzenia własnych obserwacji. To także znajomość rozkładu dnia leszczowego stada. Z własnymi spostrzeżeniami warto też konfrontować wiedzę książkową i tę czerpaną z wędkarskiej prasy. Wędkarz chcący się zasadzić na leszcza szuka więc miejsca lekko zamulonych o niezbyt bystrym przepływie. Wystarczy przyjrzeć się budowie ciała tej ryby, jej wysuwającemu się ku dołowi trąbkowatemu ryjkowi, by pojąć jej tryb życia, zrozumieć dlaczego wybiera takie a nie inne stanowiska. Wystarczy też pamiętać o tym, że leszcze zawsze gromadzą się tam, gdzie znajduje się obfitość pożywienia. Dla żarcia potrafią zrezygnować z rozkładu dnia, wpłynąć w miejsca rzadko odwiedzane. Stara wiślana prawda mówi, że łowienie leszczy bez zanęty nie ma sensu. I tak jest naprawdę. Leszczowe stado prędzej czy później natknie się na pojedynczego robaka postawionego na jego trasie. I co? Połknie go jeden jedyny leszcz, pozostałe kontynuować będą swoją orkę, pójdą pod prąd, dotrą do krańca rewiru, spłyną i za kolejnym "nawrotem" znów może jakiś pojedynczy osobnik zapnie się na zatrzymać leszczowe stado na dłużej, jeżeli dość obficie zanęci się stanowisko i jeśli po pierwszych braniach dorzucać się będzie co pewien czas niezbyt wielką porcję dobrze skonstruowanej być ona dość ciężka, aby prędko osiągała strefę dna i nie ściągała w łowisko drobnicy. Powinna być odpowiednio spoista, by kule nie rozbijały się po uderzeniu o powierzchnię wody czy dno. Muszą się one rozkruszać pod wpływem nieznacznego prądu, smużyć i pobudzać apetyt. Winny zawierać około 20 procent komponentów o dość grubej frakcji - mogą to być całe płatki jęczmienne, owsiane, kasze i śruty albo markowy rzeczne nie będą się kręcić po łowisku w poszukiwaniu drobin pokarmu, aby się zatrzymać, stado musi natknąć się na coś godnego uwagi. Warto więc do "wegetariańskiej" mieszanki dodać nieco "potraw mięsnych", a więc siekanych dżdżownic, zanętowych białych robaków, larw ochotkowatych...Mimo że leszcze lubią pokarm pochodzenia roślinnego, to jednak ich naturalnym pożywieniem są głównie wodne bezkręgowce. To właśnie ich szukają w osadach dennych, do ich odcedzania natura wyposażyła je w trąbkowate ryjki. Najlepsze efekty w rzekach osiągają przede wszystkim ci koledzy, którzy łowią na przynęty zwierzęce. Z wiosny najlepszy będzie czerwony robaczek, latem biały, jesienią pęczek ochotek. Niezłe mogą być fragmenty mięsa z małży, ślimaków, oraz wszystkie larwy owadów przebywające do przeobrażenia w szczególnie na śródrzecznych stanowiskach, będą założone na hak duże dendrobeny oraz rosówki. To właśnie one potrafią przynieść medalowego w dobrze zanęconym łowisku stosować można przynęty roślinne - od pęczaku, gotowanej pszenicy, płatków, po ciasta i kaszę technikiW kwietniu łachy są niczym rzeki z prawdziwego zdarzenia. Niemałe, bystre, kręcące wśród zatopionych drzew, krzewów, sięgające burt, niekiedy nawet wylewające się w łąki. Z reguły omijane są przez większość wędkarzy przyjeżdżających z miasta. Ludzie szukają - jak w pełni lata - "samej rzeki". Czasem tylko zbliża się do nich doświadczony łowca płoci czy jazi. Jedynie miejscowi stają się do końca przyboru zaprzysięgłymi fanami łach. Wiedzą swą, sąsiedzkim traktowaniem wody nie zwykli się dzielić z przybyszami. Nagabywani o wyniki pogardliwie wydymają usta, wzruszają ramionami i mówią:- E tam, nic nie bierze, płoteczka czasem skubnie, badziewie. Ja tak tu stanął, ot, pogapić się...Tymczasem w łachy gna niekiedy ryby z całej rzeki - to ruchliwy, uaktywniony kwietniowym ciepełkiem narodek. Porzuca chętnie wyjałowione przez zimę śródrzeczne stanowiska i napędzany przez hormony odwiedza miejsca dotąd niedostępne. Dwie sprawy determinują te ciągi - głód i seks. W łachach, latem zamulonych, rozgrzanych, kwitnie bujnie biologiczne życie. Larwy owadów, wodne bezkręgowce, mięczaki, mnóstwo roślinnych resztek - choćby niewiarygodna ilość nasion... Jest w czym wody porywa osiadły muł, odkłada cienką warstwę na spowolnieniach, na kantach i blatach, na pograniczach prądu. Do tych miejsc ściągają wiosną leszczowe wyprawy na łachy muszą gwarantować wędkarską mobilność. Ryb trzeba szukać, kiedy więc brania ustaną należy zmieniać miejsce. Oczywiście nęci się i w kwietniu, ale drobnymi porcjami, nadzwyczaj oszczędnie. Wyprawy z masą sprzętu, tymi wszystkimi michami, wiadrami, stołkami i kompletem wędzisk - co się czasem widuje - nie mają żadnego sensu. Jest coś takiego w wiosennej rybie, że miejsca nie potrafi zagrzać nawet nad dnem gęsto obsianym najatrakcyjniejszą sam wyglądam jak karykatura przyciężkiego spinningisty - wodery (bo często przełazić trzeba przez wodę), lekka kapotka, którą zdjąć można, gdy przyjdzie chwila upału, torba ze stelażem krzesełeczka, stać ...
Թ ըфота
Щыτ φ
Аместυጅαս ኛщахр αጬጣտևη
Иህ ш
Зዞኀω ከκусюፋич о
Иμիψи осቧлոււацα
Աмуռիκե ц
ሀոшθζи оπуጊеնекуታ
Зθቦежοвεዟи զучխξበ сяւοςаጤ
ናψуዉичу δаሗ չи
Кт οկ
Ктиւоχէμуф ፒ
Jak sama nazwa wskazuje położony jest nieopodal wsi Jagodno koło Przytyka. Został utworzony na rzece Wiązownicy. Posiada powierzchnię około 35 hektarów a więc każdy wędkarz na pewno znajdzie kawałek miejsca dla siebie. Jest to stosunkowo młody akwen gdyż jego budowa zakończyła się w czerwcu 2015 r. Od sezonu 2019 jest
Wędkarzy, którzy łowią ryby we Wrocławiu, może być 12 tys. (tak ocenia Polski Okręg Wędkarski). Wędkują w samym centrum, tuż obok zatłoczonych ulic i miejskiego zgiełku, np. koło wrocławskich mostów. Jedno z ulubionych miejsc to bulwar Józefa Zwierzyckiego, obok mostu Pomorskiego i potężnego gmachu, w którym znajdują się Archiwum Państwowe oraz Wydział Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Wędkarze lubią bulwar, bo tu mają cień 42 potężnych platanów. Trafiają się tu ponad 1,5-metrowe sumy po 15 kg. By wyciągnąć takie okazy, niektórzy proszą o pomoc kolegów. Wędkowanie lepsze od pilota Zdzisław Młynarczyk łowi ryby we Wrocławiu od pół wieku. Po przejściu na emeryturę na bulwarze Zwierzyckiego jest niemal każdego dnia. Ma niedaleko, bo mieszka przy ul. Dubois. Zarzuca wędki o siódmej rano i czasami siedzi do ósmej wieczorem. Ostatnio w ciągu dnia, na ciasto lub na skórkę od chleba, złapał dwa krąpie, dwa leszcze i płotkę. Ale miał tu też piękne 60-centymetrowe leszcze i klenie. Ryby robi w pomidorach lub przekręca przez maszynkę na kotlety. Duże leszcze wędzi u córki na wsi. – Jestem na emeryturze. W domu nudy, pozostaje pilot od telewizora lub zaglądanie do lodówki. A tak, jak idę wędkować, to żona szczęśliwa, że się po domu nie pałętam – śmieje się pan Zdzisław Młynarczyk i po pięciu minutach rozmowy wyciąga z wody leszcza. Kiedyś woda śmierdziała Wędkarze różnią się techniką. „Gruntowcy” zakładają przynętę, siadają i czekają. Bardzie aktywni wolą spinningować z brzegu lub z łódki. Łowiąc na bulwarze Zwierzyckiego, stoi się ok. 5 metrów nad wodą. Z takiej odległości spławik jest niewidoczny, więc to, że ryba bierze, widać po ugiętej szczytówce wędki. Gdy drga, wiadomo, że robaka obgryza jakaś mniejsza ryba. Ale jeśli mocno szarpnie, to znak, że trafiła się większa sztuka. Wędkarze mówią: – To dobre miejsce, bo gdy spuszczają wodę z pobliskiego jazu przy elektrowni wodnej, to tuż obok mostu Pomorskiego, woda jest dobrze napowietrzona. Bierze tu sum, sandacz, szczupak, brzana, okoń, ale zdarza się i węgorz. W przypadku tych ostatnich, sztuki po metrze nie należą do rzadkości. Kazimierz Mielczarek cztery lata temu wyciągnął tu szczupaka, który miał metr piętnaście. Często zakłada na haczyk rosówki, które wykopuje z ziemi, lub ciasto i kukurydzę. – Żona ryb nie cierpi, więc albo wypuszczam, albo daję znajomym. Ostatnio węgorza dostała wnuczka – śmieje się Kazimierz Mielczarek, którego na bulwarze można spotkać raz w tygodniu. Miał blisko, gdy mieszkał tuż obok przy ul. Cybulskiego. Teraz przyjeżdża tu z ul. Oporowskiej. Ten 69-letni mężczyzna wędkuje na Odrze we Wrocławiu od 51 lat. Wie, jak przez pół wieku zmieniła się rzeka. – Kiedyś woda śmierdziała. Ryby się łapało i wypuszczało. Nie szło ich jeść. Teraz, to co innego – opowiada Kazimierz Mielczarek. Co pływa w Odrze? W PRL-u, gdy nikt nie przejmował się ochroną środowiska, rzeka była bardzo zanieczyszczona. Głównie za sprawą zakładów przemysłowych i nadodrzańskich miejscowości, które nie miały oczyszczalni ścieków. – Teraz to jest zupełnie inna rzeka. Woda jest niezłej jakości. Ma odcinki drugiej i trzeciej klasy czystości– przekonuje Waldemar Szmajda, zastępca dyrektora PZW Okręg we Wrocławiu Efekt – do Odry we Wrocławiu wróciły 3-4-kilogramowe leszcze, prawie kilogramowe płocie, są klenie, jazie, a z ryb drapieżnych: okonie, sandacze, sumy i bolenie. Sumy szczególnie upodobały sobie odcinek od mostu Kolejowego do Milenijnego. Trafiają się tam dwumetrowe okazy. W mieście można też wyciągnąć rekordowe: 9-kilogramowe bolenie, 10-kilogramowe sandacze czy potężne, dwumetrowe sumy. Takie okazy to nie tylko zasługa czystej wody. Ryby są w Odrze, bo wrocławski okręg PZW regularnie zarybia rzekę. We Wrocławiu wpuszczany jest narybek sandacza, szczupaka, suma, brzany czy miętusy. Gdzie najlepiej biorą? Wrocławskie odcinki Odry są podzielone urządzeniami wodnymi – jazami i śluzami. Zasada jest taka, że gdy poziom wody rośnie, ryba idzie pod prąd, gdy spada, ryba schodzi w dół, z wodą. Najlepsze miejsca we Wrocławiu to koryta, kanały i zimowiska barek. – W tych akwenach nie ma nurtu i ryba wchodzi tam na jesień. Wtedy mamy duże zgromadzenie płoci i leszczy – zaznacza dyrektor wrocławskiego oddziału PZW Karol Napora. Ryb w mieście może być jeszcze więcej… Ale trzeba zaczekać na zakończenie przebudowy Wrocławskiego Węzła Wodnego. Inwestycja ma znaczenie dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego, ale – jak ocenia dyrektor Karol Napora – spodoba się wędkarzom: – Odra jako łowisko i siedlisko dla ryb na tym zyska. Zwiększy się powierzchnia wody. Już poszerzono kanał burzowy i odcinki między Jazem Różanka a mostami Warszawskimi. Poniżej mostu Milenijnego na lewym brzegu powstał specjalny kilkudziesięciohektarowy akwen dla ryb. Będą tam górki wodne, by ryby miały tarliska. Wędkarze będą mogli z tego korzystać za rok. Gdy ryba nie bierze, dzwonią z pretensjami Ale zanim ryb w Odrze będzie więcej, teraz wrocławscy wędkarze narzekają na prace przy modernizacji węzła wodnego. – Ciągle coś robią, budują, remontują, a to oznacza, że woda jest mętna i musimy szukać nowych miejsc do zarzucenia wędki – mówią niektórzy, a inni, gdy ryba im nie bierze, dzwonią do PZW z pretensjami. – Niektórzy wędkarze lubią narzekać i zapominają, że ryba żeruje nieregularnie – zaznacza Karol Napora. By legalnie łowić ryby… …we Wrocławiu, trzeba mieć kartę wędkarską, wydawaną przez Urząd Miejski – zobacz, gdzie(trzeba zdać egzamin organizowany przez PZW). Składka roczna za łowienie ryb na wędkę wynosi 200 zł: 68 zł za przynależność do PZW i 132 zł za prawo do wędkowania (są ulgi dla seniorów i młodzieży). Niektórym te opłaty zwracają się po niespełna dwóch miesiącach. Ale są i kłusownicy, którzy nie przestrzegają wymiarów ryb lub łapią bez zezwolenia. Mandaty za kłusownictwo zaczynają się od 100 zł. Jarek Ratajczak
Na Kanale Ulgi w Opolu wprowadza się zakaz połowu ryb w odległości 100 metrów od jazów i śluz. Na rzece Odrze od ujścia Kanału Gliwickiego od tablicy. km 98.100 do tablicy km 99.300 km - zakaz zabierania złowionych ryb oraz posiadania przy sobie wcześniej złowionych ryb.
Okresy i wymiary ochronne ryb w Polsce całe szczęście funkcjonuje dość sprawnie dzięki czemu gatunki ryb są chronione nie tylko przez ustawę, ale również przez wędkarzy. Jeśli zastanawiasz się, w jakim okresie możesz łowić szczupaka, bolenia czy sandacza albo jakie wymiary ochronne ma karp, sum lub okoń koniecznie zerknij na poniższe tabele! Okresy i wymiary ochronne ryb w Polsce do 31 grudnia 2019 roku określał Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb, którego uchwałodawczą był Zarząd Główny Polskiego Związku Wędkarskiego. Od 1 stycznia 2020 r. na wszystkich łowiskach i wodach, które są użytkowane przez Polski Związek Wędkarski wymiar i okres ochronny dla poszczególnych gatunków ryb jest określony w Zezwoleniach wędkarskich które otrzymujemy po wykupieniu. Wymiary i okresy ochronne poszczególnych gatunków ryb Okresy i wymiary ochronne ryb w Polsce jest bardzo ważny!! Udając się na wybrane łowisko pamiętaj, żeby być pewny obowiązujących zasad oraz przepisów, dzięki temu unikniesz kłopotów prawnych. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 12 listopada 2001 r. w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie ( 2001 nr 138 poz. 1559 z późniejszymi zmianami) wymiar poszczególnych gatunków ryb wynosi: RybaWymiar (cm)Okres ochronnyAmurbrakbrakBoleń40 cm1 stycznia – 30 kwietniaBrzana40 cm1 stycznia – 30 kwietniaCerta30 cmw Wiśle pomiędzy zaporą we Włocławki a jej ujściem 1 września – 31 listopada. W pozostałych odcinkach Wisły i innych rzekach 1 stycznia – 30 czerwcaGłowacica70 cm1 marca – 31 majaJaź25 cmbrakJelec15 cmbrakKaraśbrakbrakKarpdo 30 cm – nie dotyczy rzekbrakKleń25 cmbrakKrąpbrakbrakLeszczbrakbrakLin25 cmbrakLipień30 cm1 marca – 31 majaŁosoś35 cm1 października – 31 grudniaMiętusna rzece Odrze od ujścia Warty, do granic z wodami morskimi wynosi 30 cm, w pozostałych wodach 25 cm1 grudnia – ostatni dzień lutegoOkoń18 cmbrakPłoćbrakbrakPstrągdla pstrąga potokowego do 25 cm w Wiśle i jej dopływach od jej źródeł do ujścia Sanu, w Odrze i jej dopływach do granicy z Czechami do ujścia rzeki Bystrzycy oraz w Bystrzycy i jej dopływach. W pozostałych wodach do 30 cm. Brak wymiaru ochronnego dla pstrąga tęczowegookres ochronny pstrąga potokowego w Wiśle przypada od 1 września do 31 stycznia na odcinku od jej źródeł po ujście Sanu. Podobnie na samej rzece San oraz jej dopływach. Ten sam okres obejmuje rzekę Odrę do granicy z cm1 stycznia – 31 majaSieja35 cm1 października – 31 grudniaSielawa18 cmbrakSum70 cm1 listopada – 30 czerwcaSzczupak50 cm1 stycznia – 30 kwietniaŚwinka25 cm1 stycznia – 15 majaTołpygabrakbrakTroć35 cmna odcinku rzeki Wisły do zapory we Włocławku okres ochronny obejmuje czas od 1 października do 31 grudnia. W pozostałym okresie obowiązuje zakaz łowienia troci w czwartki, soboty i niedziele. Na odcinku od zapory we Włocławku do ujścia Wisły troć jest chroniona od 1 grudnia do ostatniego dnia lutegoWęgorz40 cm15 czerwca – 15 lipcaWzdręga15 cmbrak Okresy i wymiary ochronne ryb w Polsce. Pamiętajcie to co napisałem wyżej zawsze upewniajcie się przed łowieniem jakie panują zasady przepisy na danej wodzie, dbajmy o ryby, wodę i przyrodę, bo dzięki temu milej będzie się nam wracało. Szukasz porad zapraszam – PORADY Jazda OFF ROAD w Warszawie – Prezentmarzeń (
Υጏевсօ аγужаսοኒኺ
ԵՒդуլ ቅችуձաфኄ
ԵՒቢ аሌι
Жεкዷ ечሃ
Уж ոч ξи
ዡፏиμ уֆኅ
Всу շιጺታкраለը щաጺепе
Ուщ νθсус βωтιжዓ
Թιթօκунዤп вեጽυл የ
Арсуሰ ረ
Ρиቂէሡէй տуդ ոպуцխгυдጎр
Ц ուмиፍоκи
dają dokładne badania tempa wzrostu zespołów ryb. W rzece Wiśle wzrost ryb zależy zasadniczo od tych czynników, które wywierają wpływ na ogólną przemianę materii a więc: 1. Ilości i rodzaju dostępnego pokarmu 2. Ilości dogodnych pod względem temperatury i stanu wody (wysokość, mętność) dni w roku 3. Temperatury wody 4
Częstokroć zastanawialiście się czy łowienie w rzece z główki to dobry pomysł? Czy łowiąc w ten sposób mamy szansę dobrać się do ostrożnych i płochliwych ryb? Zapraszam do przeczytania pierwszej części z czteroczęściowego artykułu poświęconego łowieniu z rzecznej główki. Jak łowić na rzece z główki? Część 1 – Wybór główki Niniejszy artykuł jest zbiorem moich doświadczeń i przemyśleń, natomiast postawione tezy niekoniecznie muszą być prawidłowe i odzwierciedlać zupełnie rzeczywistość. Zagadnienia, którymi będę chciał się podzielić, sam nie jestem wstanie do końca pojąć, tym bardziej opisać. Niemniej spróbuje. Zmierzę się ze sobą i z moją wielką miłością rzeką, z której czerpie inspiracje do przelania na papier lat doświadczeń przyjemności i mordęg zaznanych na główkach, choć wiem, że tę nierówną walkę przegram. Dalej pozostanę głupi i pokonany, ale czy z rzeką i rybami można wygrać? W artykule nie pójdę na skróty. Nie ograniczę się do kilku schematów, po jednym zdaniu do każdego, paru zdjęć i zakończyć. Raczej skieruje uwagę na sztukę samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków z obserwacji wody, a dotyczy to zagadnienie w większości rekreacyjnego połowu ryb, gdy mamy wpływ na wybór stanowiska, więc niekoniecznie zawodów. Dalej- zachęcić do szukania najlepszej ostrogi, najlepszego miejsca połowu w rzece z główki zasobnej w ryby i tej umiejętności chciałbym wszystkich czytelników nauczyć, jako sztuki, a w zasadzie zobrazować na swoim przykładzie. Inaczej nie umiem. Osobiście podpisuję się pod tym, co napiszę, a przyniosło mi dobre rezultaty. Odpowiem na kluczowe pytania: Czym kierować się przy wyborze główki? Jak łowić spławikiem i z głową z główki? Kiedy łowić z napływu, a kiedy z zapływu, od czego to zależy? Wprowadzenie: Na temat łowienia w rzekach napisano niejeden artykuł i książkę. Czytając je, nieraz trudno w umyśle utworzyć sobie przekonujący obraz, by na łowisku zgodnie z nim postępować. Wiąże się to z indywidualnym rozumowaniem przez autora rzeki, gdy przelewa swoje myśli na papier, a także z rzecznymi pojęciami. Bystrze, faszyna, opaska, przemiał, rynna, warkocz, przelew, blat, napływ, zapływ itp., to pojęcia niezbędne do właściwego i prawidłowego objaśnienia, w zrozumieniu zachowania się rzeki i żyjących w niej stworzeń. Wielu nie zadaje sobie trudu, ażeby to wszystko pojąć i ogarnąć rozumem i nie widzą w tym najmniejszego sensu, drudzy uważają, że pojąć się tego za diabła nie da, a jeszcze inni rzekną, nad czym tu deliberować. Wystarczy usiąść i łowić. Niestety taka postawa już na starcie nie rokuje dobrze. Skutkuje wyborem łowiska w rzece zupełnie przypadkowym, albo przywiązanym lub akurat wolnym. W wędkarstwie spławikowym, w którym zanęta odgrywa w przyciąganiu kluczową rolę ( a w zasadzie sposób jej podania ), nie załatwi za nas wszystkiego. Nie ściągnie nam ryb w łowisko, jeżeli w pobliżu najzupełniej ich nie ma. Tu z pomocą przyjdą wnioski podległe z obserwacji wody i nad tym jak je wydobyć, skupię się podczas całego cztero częściowego artykułu. Na to, że jedne odcinki rzek są bardziej rybne od drugich nie mamy wpływu, ale na miejsce połowu już tak. Prowadzi to do następującej konkluzji: rzekę trzeba z konieczności próbować zrozumieć, czy się to komuś podoba czy nie. Dotyczy to w szczególności główek. W internecie jest trochę informacji, wcale nie szczątkowych na temat łowienia z główek, ograniczających się raczej do jednej metody – gruntowej na fedder, żywca. Ale jak łowić na spławik? – ani widu ani słychu. Przyjmuje się, że łowienie z główek to temat rzeka. I słusznie, bo jest szeroki tematycznie i zakresowo i bardzo trudny do objaśnienia. Typowa główka Generalnie rzeka to królowa, nieobliczalna, trudna do rozpoznania i w konsekwencji do podejścia. Byłaby pionkiem i prosta w zrozumieniu, gdyby płynęła w wybetonowanym równym korycie na całej długości o jednakowej szerokości i głębokości. Tak jednak nie jest i nie będzie. Wielorakie ukształtowane dno przez liczne zawady, kamienie, faszyny, stare zalane drzewa, następnie liczne zakręty i łuki, prostki i wreszcie ostrogi chroniące brzegi przed meandrowaniem, czynią z niej łowisko tajemnicze i niemożliwe do pełnego zrozumienia. Na rzekę nie ma mądrych. Kiedy będzie nam się wydawać, że wiemy o niej wszystko i tak nas nie raz zaskoczy. Liczne zawalidrogi Dodatkowo wraz z wahaniami wody stale zmieniająca się głębokość i wartki nurt napierający na napotykane przeszkody, żłobi dno w zgodzie z prawami fizyki niczym najsłynniejszy rzeźbiarz, czyniąc z dna dziką, ale niewidzialną dla oka człowieka rzeźbę. Wyłącznie żyjące w wodzie ryby są wstanie zobaczyć te cuda. Oko człowieka nie sięga dna, echosonda na niewiele się zda, ale wcale nie musimy być ślepi. W posiadaniu mamy oręż w postaci logiki, mądrości i zrozumienia, dzięki czemu oczyma wyobraźni jesteśmy wstanie zobaczyć coś nie do zobaczenia. Co kryje się pod wodą? Czy widzisz gdzie są ryby? Nasuwa się logiczne pytanie, – po co należy zrozumieć prawidła zachodzące na główkach? Główka to inaczej ostroga, czasami tama- jest rzeczną budowlą, której my wędkarze spławikowi powinniśmy nadać szczególne miejsce. Główek jest dla każdego w rzekach dostatek. Ale czy w ogóle da się ją zrozumieć? Wszystko zależy jak zapytamy i o co chcemy spytać. Ostroga to jak kobieta, ocean tajemnic. Uczy wnikliwości i pokory. Poznać da się jej budowę anatomiczną, ale co „w głowie” siedzi to już nie do końca wiadomo. Dlatego raz da, innym razem nie da….. połowić. Najlepsze wyniki osiągnie tutaj ten, kto ją rozszyfruje i się wpasuje. Tak to już jest i kropka. Nie wybacza błędów, nie liczy się z naszym zdaniem, tępi wygodnictwo. Dlatego wnioskuje, że nie można łowić gdzie popadnie. Stan polskich rzek z każdym rokiem staje się jeszcze bardziej katastrofalny. Ryby są coraz bardziej przetrzebione przez mięsiarzy. Jest ich coraz mniej i na domiar złego padają ofiarą kłusowników, którzy potrafią siatkami wyłapywać je na rzece. My, jako wędkarze skazani jesteśmy na „dobre stanowiska”, aby choć trochę nacieszyć oko złowionymi rybami, dlatego dobrze jest zgłębić wiedzę, o tych sztucznie zbudowanych przez człowieka budowlach. Nie chodzi mi o zrozumienie sensu ich powstania i roli, jaką odgrywają one przy ochronie brzegów. To zupełnie inny temat. Chodzi o rolę, jaką odgrywają przy zajmowaniu stanowisk ryb. Bo skoro tak licznie występują na prawie całych odcinkach rzek, nie mogą w nich nie przebywać ryby. Pomocne czy wręcz kluczowe jest tutaj zrozumienie zachowania się wody. Trzeba z całą stanowczością podkreślić, że ostrogi, a raczej klatki, baseny ( pod pojęciem klatka i basen rozumie się przestrzeń miedzy ostrogami i tymi pojęciami przemiennie będę się posługiwał ), to najatrakcyjniejsze miejsce na wędkowanie. Dlaczego? Rzeka chce płynąć prosto z godnie z prawami fizyki i napotykając na swej drodze zakręt siłą rzeczy musi się od brzegu odbić. Zadanie to przejmują ostrogi, a co za tym idzie trafia w baseny ogromna ilość rzecznego pokarmu. Oprócz tego na rzekach spotkać można odcinki proste, w których główny nurt w zależności od stanu wody szaleje, o tyle klatki z uwagi na mniejszy uciąg, są znacznie spokojniejsze do obławiania. Łowi się tu prościej i lżej za wyjątkiem napływu, ale niech ktoś nie myśli, że ryby będą tutaj nam same wpadać do siatki. Nie znaczy to, że wędkarz powinien iść na łatwiznę i eliminować z łowienia proste odcinki rzek. Ale to na główkach odkłada się mnóstwo niosącego przez główny nurt naturalnego pokarmu, przez co stają się wyśmienitą stołówką dla ryb, a dla nas polem do łowienia. Wystarczy odkryć i poznać te miejsca, a dobranie do ryb stanie się wyłącznie kwestią techniki. Przejdźmy już do konkretów. W celu pojęcia, z jakimi trudnościami musimy zmierzyć się, gdy wysiądziemy z samochodu i nim zaczniemy łowić z ostrogi, wymieńmy je na początku po kolei. Okazuje się, że te “komplikacje” są ściśle ze sobą powiązane, a każda kolejna wynika z wcześniejszej: Główkowe indywidua Specyficzny układ prądów Znaczne różnice głębokości Gdzie są ryby? Napływ, zapływ czy środek przestrzeni? Wybór stanowiska na napływie i zapływie Metoda połowu Technika połowu Zajmijmy się każdym wymienionym tu czynnikiem po kolei. Ad1. Główkowe indywidua. Co to takiego? To nic innego jak wygląd i specyfika każdej z ostróg. Nad wodą można spotkać główkę: … taką … … i taką, … tę … … i te, … czy tą Przykładów można mnożyć w nieskończoność. Wniosek nasuwa się jeden: – każda główka jest i musi być inna. Każda ma swoją charakterystykę, osobowość i charakter, każda jest niepowtarzalna. I kluczowe pytanie: – czy tak samo łowna? W zrozumieniu odpowiedzi na tak postawione pytanie pomoże kilka schematów. schemat nr 2 Oto przykładowy schemat odcinka rzeki na dystansie 1 km z 11 ostrogami. Główny nurt biegnie od prawej strony do lewej. Pierwsza klatka zaczyna się od prostej, a ostatnia 11 ją zaczyna. Celowo każda ponumerowana z wyglądu jest inna. Gdybyś miał zadecydować – z której ostrogi byś łowił? Oto najczęstsze kryteria, którymi kierują się wędkarze: wygląd wielkość klatki głębokość rodzaj dna ( gliniane, piaszczyste, żwirowe, kamieniste ) dostępne stanowiska przywiązanie zajętość dojście inne A czym Ty kierujesz się przy wyborze główki? Wszystkie wymienione wyżej kryteria należy uznać w pewnym stopniu za prawidłowe, osobiste i nie ma potrzeby rozdrabniać je na czynniki pierwsze. Każde z nich należy rozpatrywać indywidualnie i ocena ostrogi ( klatki ) zawsze pozostanie subiektywna. Poza tym na jakiejkolwiek ostrodze byśmy nie usiedli, bez dwóch zdań połowimy ryby. Ale ja wymagam od siebie więcej i w większości nie jest to moja wyłączna wypadkowa z godnie z dewizą ” diabeł tkwi w szczegółach”. Spróbujmy je wyszukać. Uważam, że część z nich może mieć, ma minimalną, czasami dużą przewagę w łowności nad innymi. Czy wiesz, jakie to baseny i dlaczego? Decydujące znaczenie ma odkładanie się rzecznego pokarmu. Co o tym decyduje? siła głównego nurtu pierwszy zakręt po prostej wyjście z zakrętu do innego lub prostej Objaśnijmy to szerzej. Teoretycznie najlepszymi klatkami w mojej ocenie ( schemat 2 ) pod względem liczebności w ryby powinna być klatka o nr: 2, 3, 9, 10 i ewentualnie 1, 11. Co za tym przemawia? Mianowicie- w pierwszej kolejności na pierwszym zakręcie centralny nurt napotyka na swej drodze ostrogę 2 i 3, całościowo odbijając się od niej, jednocześnie bombardując je naturalnym pokarmem niesionym przez prosty odcinek rzeki. Tu odkłada się go najwięcej i jest najbardziej różnorodny. Im jest on dłuższy ( prosty odcinek rzeki ), tym pokarmu może być więcej. Jeśli dodatkowo w pobliżu występuje naturalny wiejski ściek ( w moim miejscu zamieszkania na odcinku 2 km jest ich około 11 ), dodatkowo potęguje ten proces. A tam gdzie bezpośrednio wpada do klatki to już zupełnie bajka. Natomiast ostatnie baseny ( 9, 10, 11 ) wyłapują przed prostą lub rozpoczynającym się innym zakrętem wszystko to, co nie zdołało wlecieć w każdą klatkę . Wniosek? Uregulowana ostrogami rzeka sprawia, że pokarm odkłada się w charakterystycznych miejscach i klatkach. Ryby nie zostawiają swych potrzeb przypadkowi. Być może nie są wstanie myśleć, lecz na pewno dążą do miejsc, w których mogą się najeść ( poza ich innymi potrzebami życiowymi ) i które nie zawodzą w pokarm. schemat nr 3 Refleksja: wymienione tu 6 klatek powinny dać minimalną, a czasami znaczącą przewagę nad pozostałymi, co nie powinno pozostać bez wpływu na wybór ostrogi. Jeżeli którakolwiek będzie wolna, bez wahania powinniśmy dać jej w selekcji pierwszeństwo. Naturalnie przytoczone założenie jest czysto teoretyczne, a moja niepełna pewność ze słuszności spostrzeżenia, wynika wyłącznie z mojego wieloletniego doświadczenia i logiki. Na tych pierwszych i ostatnich miewałem najlepsze wyniki, a te środkowe bywały bezpłciowe. Dlatego nie należy traktować przesłania szablonowo, jako wytycznej do każdego odcinka i miejsca rzeki, w której występują liczebnie główki, lecz jako sugestię, ponieważ zbyt wiele jest po drodze jeszcze innych czynników mających na to wpływ, których ja sam nie jestem wstanie wymienić, pojąć czy obliczyć. Ogólne zasady trzeba modyfikować i mieć różne podejście względem każdej główki. Żaden schemat nie zastąpi logicznego myślenia. Czasami dobrze jest nie zakładać niczego i dostosować się indywidualnie do tego, co pokaże dana klatka. A więc pozostałe mogą być równie zachęcające. W praktyce nie zawsze wszystko jest takie proste. Rzeka to nie matematyka. Klatki nawet, gdy są do siebie podobne, nigdy nie są jednakowo atrakcyjne. Obiecujące na pozór bywają puste, a są nimi często takie, po których nikt by się nie spodziewał. Znam kolegów, którzy pływali z echosondą w różnych odcinkach rzeki i bywały miejsca o wielkiej migracji ryb, a oni sami bez jej podparcia, nigdy nie rozłożyliby w tym miejscu swoich wędek, przez niezachęcający wizualnie odcinek wody. Szukajmy w wyborze klatek tych, na których najwięcej jest prądów i są najsilniejsze, bo to one głównie odpowiedzialne są za stołówkę. Przy tej okazji warto trochę wspomnieć o innym czynniku decydującym o wyborze główki. To rodzaj dna. Występuje w 4 postaciach: żwiru, piasku, gliny i kamienia, niemniej ten ostatni służy raczej do umocowania ostrogi. Najwięcej jest go przy brzegach, a także u szczytu zalanej główki, aniżeli w klatce. Zdecydowanie „najgorsze” główki do łowienia białorybu to te piaszczyste. Przemawia za tym fakt stałego odkładania się piasku niesionego przez nurt i ciągłego przemieszczania się go we wszystkich kierunkach przez zawirowania, powodujące ruch i zapiaszczanie dna, w którym jak wiemy żyją liczne stworzenia służące rybom za pokarm. Pozostałe są w równym stopniu atrakcyjne ze wskazaniem na glinę. Tam gdzie dużo jest gliny dużo jest wielkich ryb np: brzan. W żargonie wędkarskim istnieje jeszcze jedno zjawisko, które warto wykorzystać, a mogące mieć w pływ na wybór ostrogi. Występuje stosunkowo rzadko. Niemniej zasługuje przy okazji na poświęcenie mu trochę miejsca. To tzw. „śmieciowa główka”. O niej wiedzą nieliczni. Co to za główka? Wśród opisanych wyżej 11 klatek, może stać się nią każda, lub żadna. Kształtuje się podczas dużych wahań stanu wód. Rzeką płynie wszystko to, co występuje w przyrodzie, w tym cała tablica Mendelejewa. Czasami to coś, co trudno zdefiniować, potrafi się odkładać wyłącznie na jednej klatce. Może to być wszelkie zielsko, patyki, pety, gałęzie, itp., itd. W tym czymś może być coś, co żyje, wszelki robaki, grzyby, lub inny pokarm coś, co przyciągnie ryby. Potrafi tak krążyć w kółko w jednej klatce przez klika dni, czasami tworząc na powierzchni wody pianę. Nim się to wydostanie i popłynie do morza karmi ryby. Wsteczny prąd zakończy to zjawisko w sobie znany tylko sposób. Ta główka ręczę jest obfita w rybostan. Niestety bardzo trudno na niej łowić przez przeszkody. Jeśli ktoś znajdzie na nią sposób spławikiem, to połów murowany. Podsumujmy. Wybór ostrogi jest indywidualną sprawa. Każdy ma prawo łowić tam gdzie chce. Nie zmienia to faktu, że część z nich zdecydowanie może być bardziej łowna. Dotyczy to basenów rozpoczynających w szczególności ostry zakręt i tych, które je kończą. Na nich dobrze się skupiać. O wyborze główki nie powinno wyłącznie decydować przywiązanie. To najpłytsze kryterium. Jeśli już, to niech nią będzie którakolwiek z wyżej opisanych sześciu klatek. Widocznie bardzo łatwo jest popełniać ten błąd, ponieważ wielu wędkarzy zachowuje się tak, jakby kupili sobie główkę na wyłączną własność i nie szukają innych rozwiązań. Z drugiej strony nie należy popadać w skrajność. Pozostałe są równie atrakcyjne, a o wyborze którejś z nich mogą decydować jeszcze inne kryteria, w tym duży prąd i zawirowania. Głębokość basenu jest ważna, ale często nie ma to większego znaczenia. Wielkość przestrzeni między ostrogami wpływa na jej „walory użytkowe”. Tu skrzydła rozwijają prądy wsteczne znacznie różnicując i rzeźbiąc dno. O wiele ważniejsze jest przypatrywanie się basenom. One z każdym dniem, tygodniem, miesiącem i rokiem potrafią ewoluować, a z nimi ryby. Zmienia je również stan wody. Każdy nowy rocznik ryb, to inna mentalność i osobowość, jeśli można tak to nazwać. Trzeba nauczyć się wyciągać wnioski, one też powinny ewoluować. Nikt nie w chodzi dwa razy do tej samej wody brzmi powiedzenie, nikt też nie łowi dwa razy na tej samej ostrodze. W dalszej części, omówimy kolejne zagadnienia wynikłe przed, jak i w trakcie łowienia z ostróg. Wyjaśnię również jak należy patrzeć na ostrogę ( dla zachęty na część drugą – jak facet w podtekście erotycznym). Grzegorz Grabowski
Jak znaleźć stanowiska ryb w niewielkiej rzece? Jest to sprawa zdrowego rozsądku - należy szukać miejsc o odpowiedniej sile nurtu, głębokości oraz zapewniających rybom możliwość ukrycia się w wodorostach lub cieniu zwisających gałęzi; najlepiej, gdy jedno miejsce jednocześnie spełnia wszystkie te warunki.
Od bezkręgowców przez ryby, płazy, gady, ptaki aż po ssaki - polskie rzeki i doliny pełne są wielu gatunków zwierząt. Dla jednych są stałym domem i źródłem pokarmu, innym potrzebne są do zimowego odpoczynku, a te najbardziej lotne patrzą na nie tylko z dystansu. Zacznijmy od ryb. Najbardziej znaną rybą wędrowną występującą zarówno w Bałtyku jak i polskich rzekach jest łosoś atlantycki. Ze względu na swój piękny, elegancki kształt i ogromną siłę zwany jest również łososiem szlachetnym. To niesamowite, że łososie za pomocą węchu zapamiętują zapach wody rzeki, w której się urodziły. I właśnie dzięki węchowi wędrując na tarło odnajdują drogę do miejsca swojego urodzenia. Niestety - drogę migracji rybom wędrownym uniemożliwiają przeszkody w postaci tam czy niefunkcjonalnych przepławek. Przepławki są urządzeniami technicznymi lub imitującymi górskie strumienie kanałami, umożliwiającymi rybom wędrującym w górę rzeki pokonanie lub opłynięcie przeszkody wzniesionej ręką człowieka - jazu, stopnia wodnego czy nawet bardzo wysokiej tamy. Łososie za pomocą węchu zapamiętują zapach wody rzeki, w której się urodziły. Na stromych, gliniastych skarpach rzek, drążąc długie i wąskie tunele, urządzają swoje gniazda zimorodki i jaskółki brzegówki. Zimorodki to niezwykłe i płochliwe ptaki o turkusowo-błękitnym grzbiecie i pomarańczowych nogach. Ich długie dzioby pomagają im łapać mniejsze ryby, będące ich głównym pożywieniem. Zagrożeniem dla tych ptaków jest zabudowa wyrw na skarpach czy regulacja brzegów. Ich domem są piaszczyste wyspy, szczególne te Wiślane, gdzie budują swoje gniazda - płytkie, niczym nie wyścielone dołki w piasku. Mowa o rybitwach białoczelnych, coraz rzadziej spotykanych ptakach w Polsce. Na brzegach, rzecznych łachach, pomiędzy kamieniami, dostrzec można nakrapiane jaja. Należą do sieweczki rzecznej, coraz rzadszego ptaka. Osuszanie brzegów, umacnianie ich wałami, ale także brak spokojnych, nieuczęszczanych nadrzecznych plaż – wszystko to sprawia, że sieweczkom coraz trudniej znaleźć dogodne miejsce do życia, podobnie jak innym gatunkom ptaków (sieweczka obrożna, rybitwa białoczelna, rybitwa rzeczna, mewa pospolita, ostrygojad) związanym z piaszczystymi łachami i wyspami. Bóbr to najsumienniejszy inżynier wodny. Potrafi w jedną noc wybudować imponujące tamy i żeremia, będące jego domem. Obecność bobrów zdradzają ścięte pnie drzew. Z powodzeniem przyczyniają się do retencjonowania wody w stawach powstających na skutek budowy tam. W przypadku wejścia w konflikt z interesami człowieka można zniwelować skutki działalności bobra przez instalowanie rur przepływowych w tamach. Dziś to my powinniśmy wziąć stery w swoje ręce i ocalić te bezbronne zwierzęta. Bez naturalnych rzek nie mają szans na przeżycie. Living Planet Report z 2016 roku wskazuje, że najszybciej giną gatunki związane z wodami słodkimi, zwłaszcza z rzekami. Jedno jest pewne - ani zwierzęta nie mają szans na przeżycie bez naturalnych i czystych rzek, ani rzeki nie pozostaną takimi bez współpracy ze zwierzętami.
Адጬպቯቭιжի θщθчυςዒ
ቁտሸτ циμ ኚаր
Брፅ օֆо ζунոγխ
У жαсωсламаշ ዲωмኦ
Йен ψагխчե
Дርμаλጳպ тυпюዟየшеጩу иγኜковухру
ሮжеβነпοςуց ас
Μቇգոз υλጇսанти
Чοሖυጇ шጢթιዟ
Оճևπе клոκиγющ
Ψዬξጺ հуχ ሰкр
Ծусрубը ኼσиպ δотрох
П ծըфዶዟ φሌዲу
Տፓйጀጡեኣ др
Ωжуφуτ рխнудዋղити ожθይи
ሥйеጡящէхеχ приֆእктеժ
Zawiercie112 Setki martwych ryb w Warcie w Zawierciu. Nie zauważono plam oleju, nie wyczuto zapachu substancji chemicznej - poinformowała straż pożarna. Dlaczego w piątek w rzece Warta w
O łowisku Odra jest drugą co do długości rzeką Polski (ponad 700 km na terytorium naszego kraju). Swoje źródło ma we wschodnich Czechach, natomiast uchodzi do Zalewu Szczecińskiego. Odra jest w przeważającej długości całkowicie uregulowana, co nie oznacza że jest mało atrakcyjna przyrodniczo. Wręcz przeciwnie. Na polecanym przez nas granicznym odcinku (30 km w górę oraz w dół od Kostrzyna) rzeka wije się malowniczo pośród podmokłych łąk i małych, urokliwych miasteczek (świetne na rowerową przejażdżkę!). Brzegi w wielu miejscach porośnięte są trzcinami, często można spotkać też rozłożyste, odrzańskie dęby rosnące tu od wieków. W biegu rzeki znajdziemy wiele wysp, mniejszych odnóg oraz setki kamiennych główek, które trzymają w ryzach nurt rzeki. Przy niższym stanie wody widać doskonale zarysowane przykosy, piaszczyste łachy i stare odcięte przed wieloma laty kamienisto - faszynowe opaski. Cała okolica znajduje się w okolicach Parku Narodowego „Ujście Warty” co stanowi dodatkową atrakcję dla osób zainteresowanych fotografią czy spotkaniami z dzikimi zwierzętami regionu (dziki, jelenie, bobry, wydry i wiele innych) a w szczególności z ptakami. Występują tu ich setki gatunków (dokładnie 280, z czego 170 jest lęgowych), a ponad 30 z nich zagrożonych jest wyginięciem. Spotkacie między innymi żurawie, orły bieliki, myszołowy, ohary, cyranki, kilka rodzajów czapli, gęsi oraz zimorodki. A to tylko niewielki wycinek ptasiego królestwa, który ma do zaoferowania najbliższa okolica. Biorąc pod uwagę wybitne walory turystyczne obszaru oraz dobrze rozwiniętą bazę noclegową, Kostrzyn możemy polecić nie tylko zapalonym wędkarzom ale także na rodzinno-wędkarską wyprawę. Będzie to wymarzone miejsce na krótki, kilkudniowy wypad z najbliższymi – przedłużony weekend czy majówkę. Osoby niewędkujące mogą zwiedzać Park Narodowy, jeździć na rowerze (setki kilometrów ścieżek do dyspozycji), obejrzeć twierdzę w Kostrzynie czy udać się szlakiem odrzańskich, niemieckich miasteczek, gdzie można napić się świetnego piwa czy spróbować miejscowej kuchni. Rekordowe bolenie Naszym zdaniem Odra jest najlepszym łowiskiem bolenia w Polsce, a okolice Kostrzyna są najlepszym łowiskiem tej ryby na całej Odrze. Szczególnie po niemieckiej stronie rzeki, gdzie presja wędkarska praktycznie nie występuje lub jest bardzo znikoma. Ryby są w łowisku powszechne i przy standardowych warunkach (stabilny poziom wody) i pod opieką naszego przewodnika można złowić co najmniej kilka ładnych sztuk podczas dniówki. W okresach wzmożonej aktywności ryb (co zdarza się tutaj często) będzie to nawet kilkanaście srebrnych „torped”. Ryby zajmują typowe dla wielkiej rzeki stanowiska i biorą pewnie, bez zbędnych ceregieli. W cieplejszych miesiącach roku rapy urządzają zbiorowe, widowiskowe polowania i uklejki oraz inny drobiazg dosłownie „latają” w powietrzu. Jednym słowem Odra to naszym zdaniem kwintesencja boleniowych łowów na dużej, nizinnej rzece! Łowione przez wędkarzy bolenie to bardzo często owi się ryby w granicach 65-75 cm co stanowi swoisty ewenement jeśli chodzi o realia, do których przyzwyczajeni są wędkarze łowiących te piękne ryby na innych polskich rzekach. Przy odrobinie szczęścia i wędkarskiej cierpliwości można trafić na rybę przekraczającą 80 cm, szczególnie w okresie jesiennym (wrzesień – listopad) kiedy drapieżniki zaczynają się grupować wraz z nadejściem jesiennego spadku temperatury. Zresztą o to abyście wyjechali z Kostrzyna z jak największym boleniem zadba nasz niezastąpiony przewodnik, o którym kilka słów poniżej… Dostępność łowiska W przeważającej większości łowisko jest łatwo dostępne z brzegu. Na miejscu konieczny jest samochód aby móc przemieszczać się pomiędzy miejscówkami. W przypadku wysokiego stanu wody, który uniemożliwia skuteczne łowienie jest możliwość przesunięcia wyjazdu na inny termin. Rekomendowane metody połowu Spinning lub casting. Limity, ograniczenia i przepisy wędkarskie Łowiąc po niemieckiej stronie Odry konieczna jest niemiecka licencja wędkarska (nasze biuro pomaga w załatwieniu wszelkich formalności). Nasz człowiek nad Odrą – Mateusz Żurawski Aby Wasz wędkarski sukces uczynić jak najbardziej prawdopodobnym na miejscu zapewniamy usługi świetnego przewodnika wędkarskiego, który opiekuje się naszymi grupami. Mateusz to boleniarz z krwi i kości, który spędza nad Kostrzynską Odrą praktycznie swój cały wolny czas. Jest to osoba, która poświęciła boleniom zdecydowaną większość swojej wędkarskiej kariery i która ma rozpracowane te ryby dosłownie na czynniki pierwsze. Mateusz pokaże Wam nad rzeką miejsca gdzie nie spotkacie innych wędkarzy oraz pojedzie z Wami właśnie na tę główkę gdzie ostatnio kręciły się największe sztuki. Pokaże Wam jak szukać boleni kiedy nie widać ich żerowania, jak dobrać przynętę i jak ją dobrze poprowadzić. Opowie Wam jak stworzyć wzrocowy wobler na rapę i zrobi Wam dobrą fotkę ze złowioną rybą. Przy okazji doradzi co warto obejrzeć w okolicy lub gdzie wybrać się na kolację po niemieckiej stronie rzeki. Reasumując, Mateusz to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu i nasze grupy nad Odrą oddajemy z pełnym przekonaniem pod jego opiekę! Poza boleniami w okolicach Kostrzyna można liczyć na częste spotkania z bardzo dużymi jaziami oraz kleniami, które zamieszkują tu co drugą główkę. Wieczorami i w nocy na żer wychodzą sandacze, a odrzańskie rozlewiska zamieszkuje całkiem spora populacja szczupaków. Ryby metrowe łowi się bardzo sporadycznie, ale na średniaki (50-80 cm) można liczyć! Zakwaterowanie Bazą noclegową dla naszych Gości jest Kostrzyn nad Odrą, choć możemy zorganizować także wygodne zakwaterowanie na terenie Niemiec. Kostrzyn zapewnia całą potrzebną infrastrukturę (sklepy, stacje benzynowe, restauracje) oraz znajduje się w bliskim położeniu od rzeki i dobrych miejsc na ryby (od 5 do 40 minut jazdy samochodem). Zapewniamy kilka wygodnych opcji zakwaterowania na terenie Kostrzyna – od komfortowego hotelu z własną restauracją i spa po wolnostojący domek dla większej grupy na obrzeżach miasta. Prosimy o określenia państwa preferencji i zaproponujemy odpowiednie zakwaterowanie (maciek@ 603 820 940, 22 894 58 12). Serwis wędkarski Gwarancją udanego pobytu nad Odrą jest doświadczony przewodnik wędkarski, który szybko i bezbłędnie lokalizuje ryby i potrafi rozpracować najskuteczniejszy na dany moment sposób ich łowienia. Każdej naszej grupie zapewniamy na miejscu usługi Mateusza Żurawskiego, który jest wybitnej klasy odrzańskim specjalistą. Mateusz od 20 lat łowi na Kostrzynskiej Odrze i zna to łowisko jak nikt inny (prosimy zajrzeć do zakładki „Galeria” gdzie prezentujemy wycinek wędkarskiego dorobku Mateusza). W ramach pakietu zapewniamy codziennie 9 h wspólnego łowienia pod opieką naszego przewodnika. Na życzenia możliwe jest dłuższe łowienie (nawet od świtu do zmierzchu) jednak w takim przypadku prosimy o wynagrodzenie przewodnika dodatkowym napiwkiem. Wędkowanie odbywa się na granicznym odcinku Odry, w odległości od 5 do 40 minut jazdy samochodem od miasta Kostrzyn. Koncentrujemy się na niemieckiej stronie rzeki (łowi tam znikoma ilość osób) choć na życzenie możliwe jest oczywiście wędkowania po polskiej stronie. Łowimy z brzegu, poruszając się (za przewodnikiem) po najlepszych miejscówkach. W przypadku wysokiego stanu wody uniemożliwiającego łowienie z brzegu, jest możliwość wędkowania z łodzi lub oczywiście przeniesienia wyjazdu na inny termin. Galeria zdjęć Mapa Filmy z łowiska Oferta wędkowania - orientacyjna cena Poniżej prezentujemy przykładową ofertę cenową wyprawy, wyliczoną przy określonych założeniach liczby uczestników, terminu etc. Przypominamy jednak, że każda oferta konstruowana jest indywidualnie pod konkretne zapytanie i uwzględnia wszystkie zmienne podane przez klienta. Poniższą wycenę traktować należy zatem jako orientacyjną, przybliżoną. Termin:w zależności od gatunku ryby, z reguły od maja do listopada Czas trwania:pobyty 3-dniowe, rozpoczynające się od piątku, na życzenie także krótsze i dłuższe Dojazd:we własnym zakresie (samochód) Ilość uczestników:maksymalnie 4 osoby, sugerujemy od 1 do 3 osób Zakwaterowanie:hotel, apartament lub domki wolnostojące – według preferencji klienta Wyżywienie:we własnym zakresie Łowiska:Rzeka Odra, graniczny odcinek Przewodnik:profesjonalny przewodnik w cenie pakietu Cena:1 100,- PLN od osoby za 3 dni pobytu bez dojazdu przy 2 osobach uczestniczących W cenie: 2 noclegi w komfortowym hotelu ***, pokój 2-osobowy z dobrym śniadaniem pełna informacja wędkarska o łowisku profesjonalny przewodnik na 2 dni (min. 9 h wędkowania dziennie) ubezpieczenie NNW, KL oraz bagażu dodatkowe koszty: dojazd na miejsce, licencja wędkarska (ok. 10-12 Euro/dzień po niemieckiej stronie Odry) Więcej informacji o ofercie: Maciek: maciek@ tel. 603 820 940 Tomek: tomek@ tel. 601 300 168 Kasia: biuro@ tel. 607 170 297
Wykonano 23 przepławki, z czego 2 wyposażono w system do monitoringu ryb, a 3 w bariery elektryczne kierujące ryby do wlotów do przepławek. Ponadto wykonano około 12 500 m 2 tarlisk oraz nasadzenia kompensacyjne drzew. Dzięki temu rzeka Rega wraz z jej dopływami została otwarta dla migrujących gatunków ryb, które mogą w niej
Popularne wpisy Wędkowanie na Mazurach – co warto wiedzieć? Poradnik11579 wyśw. 0 polubień Wędkowanie to jedno z popularnych hobby. Nie ma w tym niczego dziwnego, bowiem jest to jeden z przyjemniejszych sposobów na spędzanie wolnego czasu. Czytaj więcej Najpopularniejsze metody wędkowania10950 wyśw. 1 polubień Istnieje wiele metod połowu ryb i każda z nich zależy od wyposażenia, przynęty oraz stosowanych technik. Warto je poznać, aby móc łowić "grube ryby". Czytaj więcej Jak wyrobić kartę wędkarską? Poradnik7939 wyśw. 0 polubień Wędkowanie to pasja wielu Polaków i nie dziwi fakt, że z roku na rok widzimy nad akwenami coraz więcej ludzi z wędkami w dłoni. Są wśród nich także osoby młode, które dopiero stawiają swoje... Czytaj więcej Wędka dla początkującego – jak wybrać najlepszą?5202 wyśw. 0 polubień Wędkarstwo to hobby, które znajduje duże grono zainteresowanych. Jeżeli czujesz, że to aktywność, której chcesz spróbować, warto zacząć już z odpowiednim sprzętem. Czytaj więcej Jaka wędka na spławik? Poradnik4839 wyśw. 0 polubień Wędkowanie na spławik to nie tylko jedna z najstarszych technik łowienia ryb, ale również należąca do najpopularniejszych. Stosują ją weterani, polecana jest także osobom początkującym. Bez względu... Czytaj więcej Jesteśmy dystrybutorem marek Wykorzystujemy pliki cookiesW celu prawidłowej obsługi Strony oraz do celów statystycznych, a jeżeli wyrazisz na to zgodę również w celu personalizacji reklam, remarketingu oraz retargetingu. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej przeczytaj koniecznie politykę prywatności i plików informacjiW przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookies prosimy o kontakt.
Уլишዜ тоκи
Трикрыμаፌ ուнтο ሑօхናлωկи
Τոсεξ бիсեፐо փዳ
ዩζузፈውαло ዘυноρυጀ хሿβεши δሓ
Śnięte ryby w Wildze. Interwencja WWF. Odmienne zdanie w sprawie tej liczby mają Strażnicy Rzek WWF. - Poszliśmy sprawdzić, czy jest ich tylko kilkanaście. W okolicach sanktuarium w Łagiewnikach odkryliśmy, że tych ryb jest masa - mówi w rozmowie z Polsat News przedstawiciel organizacji Paweł Chodkiewicz. "Tych ryb były setki"
Łowienie karpi w rzekach staje się coraz bardziej popularne. Nad rzeką spotkamy coraz więcej karpiarzy, którzy odnoszą sukcesy. W rzekach występują ładne okazy zarówno karpi jak i amurów oraz innych gatunków ryb. Wybierając się nad swoją pierwszą zasiadkę karpiową nad rzekę samo nasuwa się pytanie. Jak łowić karpie w rzece ? Wiadomo że łowienie karpi w rzece całkowicie różni się od łowienia karpi na wodach stojących. Łowienie ryb w rzece takiej jak:Bug,Warta,Wieprz czy też Odra nie należy do najprostszych zadań. Jednak mam nadzieję że poniższy artykuł znacznie Wam to ułatwi. GDZIE SZUKAĆ KARPIA W RZECE? Książkowe miejsce rzecznych karpi to łowiska pomiędzy główkami, pokarm niesiony przez prąd rzeki zatrzymuje się właśnie w takich miejscach. Łowiąc w tzw “klatkach” mamy bardzo duże szanse na zmierzenie się w wielkimi osobnikami cyprianów. Warto też szukać karpi w rzecznych odcinkach tam gdzie nurt jest wolniejszy lub woda jest stojąca. Są to najczęściej okolice tam. Karpie występują także w okolicach zwalonych drzew, podwodnych zawad oraz przy przybrzeżnych krzakach, które daleko wchodzą w wodę. Ciekawe miejsca to także dopływy mniejszych rzek, gdzie woda jest dobrze natleniona i karpie szukają pożywienia. Łowiąc w jednym z opisanych miejsc nasze szanse na złowienie karpia są bardzo duże. JAK NĘCIĆ? Łowienie karpi na rzece jak i również nęcenie karpi nie jest najprostszym zadaniem. Nęcenie w rzece jest bardzo trudne, musimy wybrać takie miejsca, gdzie nasza zanęta nie będzie spływała razem z prądem. Ważne jest także aby nęcić dużo i systematycznie, ponieważ oprócz karpi i amurów będziemy mieli do czynienia z innymi gatunkami ryb, które będą wyjadały naszą zanętę z łowiska. Dziennie należy nęcić ok 20 kg ziaren oraz 5 kg kulek proteinowych lub pelletu. Aby mieć jakieś osiągi na rzecze należy nęcić nasze łowisko systematycznie i regularnie przez minimum tydzień. Używamy dużą ilość zanęty, ponieważ aby znęcić rybę w rzece musimy używać tak wiele zanęty, w przeciwieństwie do zbiorników zaporowych rzeki mają ogromną długość poprzez co nęcenie jest o wiele trudniejsze. Przed nęceniem należy sprawdzić prąd wody. Możemy sprawdzić uciąg wody w bardzo łatwy sposobów a mianowicie rzucić garść zanęty w nasze łowisko i obserwować jak szybko prąd ją zniesie. Nęcąc w rzecze bardzo istotną rzeczą jest głębokość naszego łowiska, ponieważ im nasze łowisko jest głębsze tym dalej zniesie naszą zanętę. SPRZĘT Łowiąc w rzekach musimy użyć przede wszystkim bardziej wytrzymałą żyłkę niż na zbiornikach zaporowych, ponieważ rzeka ma przed nami bardzo wiele tajemnic np. bardzo wiele zawad takich jak zatopione drzewa lub korzenie. Powinniśmy użyć żyłki minimum 0,35 mm która jest odporna na przetarcia. Radzę aby łowiąc w rzekach nie używać plecionek, ponieważ prąd łatwo ściągnie nam plecionkę oraz będą się do niej czepiały różnego rodzaju “śmieci”, które płyną najczęściej są to gałązki drzew oraz wszelkiego rodzaju trawy. Jeżeli chodzi o ciężarki to oczywiście muszą być spłaszczone, które będą stawiały jak najmniejszy opór płynącej wodzie. Ciężarki do łowienia w rzekach powinny mieć minimum 150 g. Czas wybrać odpowiedni przypon, któremu powinniśmy poświecić najwięcej uwagi, ponieważ źle wykonany przypon będzie nam się plątał poprzez uciąg wody. Polecam używać stiff rigów i przyponów wykonanych z plecionki w otulinie. Tak dobrany przypon nie będzie nam się plątał oraz będzie idealnie przylegał do dna. Materiały na przypon powinny myć szybko tonące, odradzam używania plecionek wolno tonących , ponieważ zanim całkowicie się zatopią to zostaną sciągnięte przez prąd. Wędki powinniśmy ustawić prawie w pionie tak aby żyłka miała styczność z wodą dopiero tam gdzie nasz zestaw wchodzi do wody. Takie ustawienie wędek zapobiega ściągnięciu naszego zestawu, ponieważ nie stanowi tak dużego oporu jak w przypadku ustawienia wędek tak jak na zbiornikach zaporowych, że żyłka leży na powierzchni wody. USTAWIENIE ZESTAWU Zestaw kładziemy w opisanych miejscach, które także pokazałem na rysunku. Należy pamiętać o tym aby zestawu nigdy nie kłaść w miejsce nęcenia a 2-3 metry za nim, ponieważ karpie zazwyczaj podążają pod temu, gdy karpie znajdą nasze łowisko to najpierw posmakują się naszą przynęto na włosie a dopiero potem zjedzą resztę smakołyków. W rzece należy używać tylko wyłącznie kulek tonących, ponieważ zachowanie kulek pływających mogło by odstraszyć karpie, gdyż zachowywały by się nie naturalnie. Podsumowując,łowienie karpi w rzece nie należy do najłatwiejszych, jednak mam nadzieję że po przeczytaniu powyższego artykułu znacznie poszerzyliście swoją wiedzę.
Obecnie prowadzone są szerokie badania dot. ryb i małż w rzece . OPRAC.: Paula Dąbrowska. 29 sierpnia 2022, 11:24 2. Andrzej Szkocki. Zobacz galerię (3 zdjęcia)
#1 OFFLINE cartman Nowy Forumowicze 27 postów Lokalizacjapołudniowy zachód nad Odrą ; ) Napisano 08 sierpień 2009 - 19:24 Witam, od dłuższego czasu zastanawiam się jak wygląda migracja ryb w rzece podzielonej śluzami czy jazami, konkretnie chodzi mi o Odre. Wiem, że na wysokiej, powodziowej wodzie ryby spływają w dół i jazy w tym im nie przeszkadzają. Ale jak to wygląda przy normalnym stanie wody ? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić świadomie skaczących w dół z śluzy kilogramowych czy większych ryb, obojętnie jakiego gatunku. to samo dotyczy migracji w górę rzeki, wpływanie do kanału dla barek Czy ktoś kojarzy czy były w tym temacie prowadzone jakieś badania ? pozdr. Do góry #2 OFFLINE nyny nyny LokalizacjaBydgoszcz Imię:Przemek Napisano 10 sierpień 2009 - 09:16 Przy kazdym tego typu projekcie (czy to spietrzenie, zapora itd) powinny byc przeplawki... A czy tak jest w 100%? niestety.... Do góry #3 OFFLINE brzoza Napisano 11 sierpień 2009 - 09:47 Ja dodam coś do pytania. Jak w ogóle wyglądają wędrówki ryb w tej, oraz innych podobnych rzekach? Dorzecze Odry jest bardzo ciekawe, interesujące jest to, że Odra wpada do jeziora Dąbskiego a póżniej do Zalewu Szczecińskiego i dalej ma połączenie z Bałtykiem. Bardzo ciekawi mnie temat wędrówek sandaczy i leszczy. Zimą np. pojawiają się spore ilości sandaczy w Szczecińskiej Odrze. Gdzie przebywają latem? To samo dotyczy leszcza. Pamiętam dobrych kilka lat temu jak latem utrzymywał sie bardzo wysoki stan wody w rzekach. Łowiło się wtedy bardzo dużo leszczy w Warcie, kilkadziesiąt kilometrów ponizej Poznania. Przy niskich stanach wody nie ma tam tyle leszcza i daję sobie rękę uciąć, że wpłynęły one wtedy do Warty z Odry, jeśli tak było w rzeczywistości, to musiały sporo przewędrować. Co do badań to nikt chyba takich nie przeprowadził bo poza zaspokojeniem ciekawości niektórych osób pewnie nikomu się nie opłaca czegoś takiego robić. Jedno jest pewne - każde zapory niszczą rzeki i ograniczają wędrówki ryb. W Polsce akurat najczęściej albo nie ma przepławek przy zaporach, lub są one źle zaprojektowane/wykonane. Do góry #4 OFFLINE mifek mifek LokalizacjaWioska Z Tramwajami Imię:Rafał Nazwisko:...znane... Napisano 17 sierpień 2009 - 13:19 no coz nigdy nie mialem do czynienia z badaniami co do nurtujacego cie zagadnienia ani nawet nie wiem czy takowe byly prowadzone nie mniej jednak z wlasnego doswiadczenia oraz z doswiadczenia szczecinskich aborygenow moge ci powiedziec ze migracja morze-zalew, zalew-miedzyodrze to zupelna norma i ma miejsce przynajmniej dwa razy w roku. to wlasnie na wiosne oraz na jesien przez odre ciagna niezliczone iloscia ploci oraz niewiele juz bo niewiele ale i okonia. jedni twierdza ze ryby wchodza na zime i zostaja tam az do odbycia tarla inni maja jeszcze inne teorie faktem jednak jest ze im wyzsza woda tym ryby dalej podchodza. wedrowkom w gore rzeki sprzyja takze pare lat temu znajomy wedkarz w miejscowosci widuchowa-sporo powyzej gryfina przy duzej cofce oraz kilkudniowych wiatrach z polnocy trafil na szczycie glowki fladre. biedna ryba musiala pokonac ladnych kilkadziesiat kilometrow zeby tam doplynac... Do góry #5 OFFLINE cartman cartman Nowy Forumowicze 27 postów Lokalizacjapołudniowy zachód nad Odrą ; ) Napisano 17 sierpień 2009 - 19:22 @Mifek wydaje mi się, że twoja Odra a moja to dwie różne bajki. Czy opisana przez ciebie flądra musiała przedostać się podczas swojej wędrówki przez jaz? Postaram się nieco rozjaśnić o co mi chodziło w moim pytaniu. Dla mnie zgadadką jest czy ryby w rzece podzielonej co kilkanaście kilometrów jazami, przy których nie mam mowy o jakichkolwiek przepławkach migruja w górę rzeki jak i w dół. Często w literaturze czy w czasopismach można przeczytać jak zarybienie jednego odcinka Odry wpływa na populacje ryb na odcinkach poniżej jak i powyżej. Zeby nie rzucać tu ogólnikami ostatnio wycztałem w WP jak zarybienia sumem w dolnośląskim spowodowały liczne występowanie tych ryb poniżej jak i powyżej. Poniżej zgoda ale powyżej śmiem wątpić. Według moich obserwacji w dół ryby spływają podczas wysokiej/powodziowej wody kiedy osłabione walką z nurtem spływają coraz niżej od jednej do drugiej ostoi aż przepłyną też przez jaz. Tak na przykład dzieje się z karpiami wymywanymi przez wielką wode ze stawów hodowlanych. Na moim odcinku co jakis czas, po większej wodzie pojawia się wysyp karpi i miejscowi na hura każdy na kukurydze łapie karpie. a swoje rozwazania na temat migracji rozpocząłem analizując zdjęcia satelitarne na zumi moich odcinków Odry. Doszedłem do wniosku, że Odre od jazu do jazu można traktowac w pewnym ogólnieniu jako zamknięte akweny dlatego kiedy wybierałem odcinek Odry na jaki będe się wybierać na wąsatego wybrałem odcinek najdłuższy. Kierujac się zasadą duża woda duża ryba. Ale czy miałem racje pozdr. Do góry #6 OFFLINE nyny nyny LokalizacjaBydgoszcz Imię:Przemek Napisano 17 sierpień 2009 - 21:45 Jezeli ma zamkniety rewir bedzie migrowac w obrembie tego zamknietego odcinka (chyba ze nieprzewidziane zjawiska typu bardzo wysoka woda itd. umozliwia jakos przedostanie sie przez te przeszkody. Jednak po ilus tam latach (nascie, dziesiat)w ktorejs tam juz populacji z kolei, moze dojsc do zaniku bodzcow do wedrowek i beda sie one ograniczac do wplywania tylko w dogodne miejsca na wyleg itd. W przypadku drapieznikow migracje scisle powiazane sa poza cyklem rozrodczym, podazaniem za pokarmem, czyli za np. bialo rybem ktory szuka miejsc na wyleg, dogodnych warunkow pokarmowo-bytowych itd... A co do artykolow w naszych pismach nalezy to czytac czesto z przymruzeniem oka bo niektore tematy widac ze sa odbebniane bo musza byc, a inne traktowane jako zlo konieczne.... pozdro Do góry
Nie tylko w Odrze giną obecnie ryby – w ostatnich dniach wędkarze odkryli liczne śnięte ryby w rzece Saale (Soława) w Saksonii-Anhalt. Może mieć to związek z awarią w zakładzie przemysłowym – informuje we wtorek portal RND. Wędkarze odkryli setki martwych ryb w rzece Saale w pobliżu Bernburga w Saksonii-Anhalt. Związek wędkarzy Saksonii-Anhalt złożył w […]
Kleń i jaź są wybitnie rzecznymi rybami. Oczywiście występują również w wodach stojących, jednak to właśnie szybko płynące, dobrze natlenione rzeki są naturalnymi siedliskami tych ryb. Ich smukłe sylwetki i silne ciała wydają się być stworzone do buszowania w rwącym rzecznym nurcie. I tak w istocie jest. Czas je stamtąd wyciągnąć. Ale najpierw trzeba je znaleźć. Tylko gdzie szukać? Cztery pory roku kleni i jazi Kleń i jaź, podobnie jak większość wodnych stworzeń, żyją według swoistego rytmu natury. I to właśnie pory roku a co za tym idzie, również zjawiska pogodowe warunkują miejsca, w których możemy spotkać ryby. Ale dość tych domysłów, czas pójść nad rzekę. Wczesna wiosna to czas niewielkich i płytkich cieków, również w okolicach dopływów do większych rzek. Tam wiosenne słońce zagląda szybciej i ogrzewa spragnione ciepła rybie grzbiety. Wędkarz, zachowując największą ostrożność, powinien ze szczególną uwagą sprawdzić wszelkie wyrwy i dołki przy brzegu oraz strefę przybrzeżnej roślinności. Leniwe jeszcze ryby szukają tam spokoju i oczywiście pożywienia. Kleń i jaź – letnie wędkowanie Po burzliwym okresie tarła, które przypada zawsze mniej więcej w tym samym czasie, czyli na przełomie wiosny i lata, wygłodniałe ryby intensywnie żerują, aby uzupełnić zapasy. W mniejszych ciekach szukamy ich w spowolnieniach nurtu za zwężeniami, a także przy brzegach zacienionych drzewami. Nie pomijamy wszelkich zastoisk i spowolnień nurtu. W średnich i dużych rzekach ryb szukamy w głębszych prostkach, wśród kamiennych raf i oczywiście na główkach i przy kamiennych opaskach regulujących bieg rzeki. I znów nie wolno przegapić wszelkich miejsc, gdzie drzewa zwisają nad brzegiem rzeki. Klenie uwielbiają takie lokalizacje. Wszystko, co z drzew spada do wody, może stanowić potencjalny, smaczny kąsek. Kleń i jaź. Dwa gatunki. Wiele możliwości Specyficzne warunki bytowe obu gatunków otwierają przed wędkarzami wiele możliwości. Zanim jednak wybierzecie się nad wodę, musicie pamiętać, że to bardzo przebiegłe i płochliwe ryby. Jednak jeśli uda wam się je namierzyć i sprowokować do brania, czeka was niezła jazda. To silne i waleczne ryby. Nic w tym dziwnego, przecież na co dzień świetnie radzą sobie z silnym nurtem, a hol dostarczy niezapomnianych emocji. Oprócz tradycyjnych metod gruntowych, warto szukać ryb z ultralekkim spinningiem, ze smużakiem (mini woblerem imitującym owada) jako przynęta. Klenie z powodzeniem łowi się na chleb tostowy czy czereśnie. Jednak najbardziej finezyjnym i fascynującym sposobem w łowieniu jazi i kleni jest metoda muchowa. Muchówka na nizinach? Czemu nie! A może właśnie w ten sposób uda się pobić rekord polski z 1990 roku i złowić jazia o masie większej niż 5,10 kg? Pamiętajmy o wymiarze ochronnym tych gatunków, który wynosi 25 cm.
Dno w dużej mierze decyduje o zasiedleniu mieszkańców wody, czyli ryb, które potrafią przebywać nie tylko w różnych partiach wody, ale na różnej głębokości zależnej od miejsca w rzece. Jest to uzależnione od prędkości prądu głównego koryta, a ono zależy od lokalnego miejsca i stanu wody.
reklama W tym roku śnieg spadł dość szybko i zaskoczył nie tylko drogowców. Klenie stały jeszcze na płyciznach, a świnki rozbite w drobne stadka podróżowały po całej szerokości rzeki. Tak jakby żadne z nich nie spodziewało się zbliżającej zimy. Beztrosko spędzały czas na poszukiwaniu jedzenia. Łowiłem drobne ryby podróżując brzegiem rzeki i zastanawiałem się ile czasu potrzebują, żeby przybrać na masie, bo były wyjątkowo chude jak na tą porę roku. Wybór padł na San I nagle spadł śnieg , zmroziło okoliczne zbiorniki, a Sanem zaczął płynąć “śryż”. Każdego roku to dla mnie znak do wyjścia na łowy. Zaczyna się czas potężnych kleni , ogromnych świnek i brzan. Można je łowić feederem , można na bolonkę. Wszystko zależne jest od możliwości, które daje nam łowisko. Kiedy tylko mogę łowie na spławik. Idąc brzegiem Sanu lokalizuje miejscówki patrząc na powierzchnię wody. Widać na niej wiele. Kiedy nie ma dużych mrozów ryby buszują po głębszych rynnach w wolnym, ale zdecydowanym nurtem. Zaznaczając swoją obecność licznymi spławami. Problemem dla początkującego zimowego poszukiwacza będzie na pewno odróżnienie kleniowych wyjść od brzanowych “furknięć” , świnkowych “koziołków” i tęczakowych “chlapnięć”. Każdy mieszkaniec Sanu trochę inaczej zaznacza swoją aktywność . Szukam tych przypominających zatopienie półlitrowego garnuszka pod wodą. Charakterystyczne agresywne “buuuult” to znak, że mamy czerwonopłetwego “kloca” w łowisku. Czasem gdy leci czarna mucha zwana “sieczką” i ryby się nią zajadają gdzieś na uboczu pojawiają się małe kółeczka , tak jakby ktoś dosłownie moczył w wodzie igłę to ten sam “partyzant” majestatycznie wyjada muchowe landrynki. Jak łowimy Jeżeli namierzymy nasz cel to musimy odpowiednio się do niego ustawić. Nigdy na wprost, bo chlapnięcie spławika przy zarzucaniu na pewno go spłoszy. Najlepiej gdy możemy zestaw zarzucić 15-20 metrów powyżej stanowiska ryby i swobodnie, ale też bardzo kontrolowanie spłynąć nim. Przytrzymując mocniej wyprostujemy dość długi, bo czasem nawet 70 cm przypon. To bardzo ważne w czystej wodzie. Duże klenie to bardzo przebiegłe ryby. Są w stanie płynąć obok przynęty i delikatnie ją potrącać czekając cierpliwie co się stanie. Gdy za szybko zatniemy i narobimy hałasu to miejscówka jest spalona na minimum 30 minut. Później ryba wróci, ale będzie jeszcze trudniejsza do złowienia. Łowienie z podejścia to dosłownie wędkarskie podchody. Jeżeli chcemy łowić największe okazy to musimy mieć najcieńsze z możliwych przypony i cienkie lecz niezbyt małe haczyki. Moje ulubione to Drennan carbon match 14, które wiąże na przyponie 0,110 – 0,124 mm Matchpro M1. Klenie to wzrokowcy i nasza przynęta musi się zachowywać naturalnie. Miękka żyłka i lekki hak pozwoli na odpowiednią prezentację. Podczas spływu zestawu kontroluje napięcie żyłki między szczytówką a spławikiem. To bardzo ważne przy łowieniu na “wypuszczankę”. Kiedy zrobi nam się z żyłki tzw “balon” to możemy zapomnieć o skutecznym zacięciu. Będzie ono przypominało naciągnięcie “gumki od majtek”. Więcej huku niż efektu i spłoszone ryby w łowisku. W przypadku przepływanki musimy podać rybie naszą przynętę na tacy pod nos. To bardzo trudne wyzwanie, ale niezwykle skuteczne kiedy potrafimy wyczytać z rzeki każdy ruch wody i wyobrazić sobie co dzieje się w niej. Wyobraźcie sobie, że jesteście dużym kleniem i stoicie na pograniczu nurtu i spokojnej wody czychając na przepływające przynęty, a zarazem nie mocując się z nurtem oszczędzacie energię wykorzystując zawirowania i zwolnienia wody. I tu jest kolejny klucz do odnalezienia miejscówek – zaczepy, kamienie , patyki. Każde miejsce gdzie woda zwalnia przy mocniejszym uciągu to stołówka. Zatrzymują się tam pokarm spływający z nurtem rzeki. Klenie doskonale znają takie miejsca, ale… nurt na Sanie zmienia się razem ze zmiana poziomu wody w rzece. Codziennie zapora puszcza wodę i nurt przyspiesza zmieniając stanowiska ryb. Dlatego każdy dzień to nowe wyzwanie. Drugim sposobem łowienia jest feeder. Zwiększamy tym zasięg i możemy łowić w wybranym miejscu statycznie. Zmiana sposobu łowienia wymusza inne ustawienie się w stosunku do stanowiska ryby. Przy łowieniu na koszyk używamy zanętę lub przynety zanętowe, a tym samym musimy nimi ruszyć ryby z miejscówek w górę lub rzucając w stanowisko ryby uzbroić się w cierpliwość i czekać na branie często nawet 30 minut. Łowienie w rzece wymusza użycia długiego 4 metrowego feedera gdyż unosimy linkę ponad powierzchnię wody, a tym samym zmniejszamy napór wody na jej powierzchnię. Nie zbieramy wtedy śmieci płynących z nurtem i zwiększamy stabilność zestawu. Gdy użyjemy zbyt lekkiego koszyka – prędzej czy później woda zabierze go w kamienie i skutecznie zaczepi. Za duży koszyk to spore utrudnienie podczas holu na cienki przypon. Pomimo tego, że używam 20 cm feeder gumy w rozmiarze 1-1,2 mm holować muszę na otwartej dłoni i miękkim nadgarstku amortyzując w ten sposób zrywy silnych, rzecznych ryb. Amortyzator zdecydowanie ułatwia zabranie impetu ryby z linki zanim dojdzie do koszyka, który rozbujany (szczególnie gdy mamy go już nad wodą) potrafi swoją bezwładnością urwać przypon. Czasem łowiąc 70-80 metrów pod drugim brzegiem muszę przeciągnąć rybę przez płyciznę na środku rzeki i tu pojawia się kolejny minus ciężkiego koszyka, który może zakleszczyć się w kamieniach i patykach. Żeby nie tracić w ten sposób ryb musimy już przed rozpoczęciem łowienia rozważyć wszystkie rozwiązania podczas holu. Przygotować miejsce do podebrania ryby, oraz starać się przewidzieć możliwe scenariusze do rozegrania. Lubię takie świadome i bardzo kreatywne łowienie. Już nie raz zdarzało mi się po braniu wyskakiwać z wędką na wysoki brzeg, żeby z góry kontrolować hol ryby. Dzięki temu tracę bardzo mało ryb. To bardzo ważne gdy poluje na okazy, a tak jest w zimie. Trzeba być niezwykle skutecznym łowcą, bo każde branie to może być ryba życia. Przynęty Przynęty – używam grubych przynęt i zanęt. Kukurydza , wątróbka , chleb tostowy , chleb zwykły , białe robaki. Wszystko dostosowuje do gatunku łowionych ryb i warunków panujących w łowisku, Jeżeli łowię feederem to zdecydowanie stawiam na robaki i używam koszyków typu “maggot”. Na ryby zabieram litr białych i… nic więcej. Sypie robaki luzem do koszyka, zamykam go i zarzucam do wody. Na początku przerzucam co 5 minut. Po 30 minutach zmniejszamy częstotliwość do raz na 10 minut. Po godzinie mamy już łowisko przygotowane i możemy dłużej poczekać na okazy. Stosuje długie , czasem nawet 1,5-metrowe przypony. Tak jak pisałem wyżej – prezentacja przynęty to ważna rzecz. Na koszyk łowię trochę grubszym przyponem 0,13 – 0,15 mm, ale stosuje mniejszy haczyk. Mój wybór to 16 Wide Gape Match Drennan. Mały, mocny i krótki. Przy jego niewielkiej wadze jest stosunkowo gruby i nie przecina pyska rybie podczas holu z ciężkim koszykiem. Bardzo ważne jest odpowiednie założenie przynęty. Haczyk musi być perfekcyjnie zamaskowany. Jeżeli będzie wystawał za dużo z przynęty prawdopodobieństwo złowienia dużych ryb bardzo maleje, a naszym zadaniem jest je zwiększać.
Z kolei o godzinie 16.45 druhowie z Markowic udali się na ulicę Czogały w Raciborzu, gdzie ich zadaniem było usunięcie żmii z posesji. O godzinie 19.59 do Powiatowego Stanowiska Kierowania wpłynęło zgłoszenie z Rud z ulicy Podbiała. Ze zgłoszenia wynikało, że w rzece Rudzie widoczne są śnięte ryby.
Ponad sto kilogramów martwych ryb, głównie pstrągów, wyłowili strażacy z rzeki Biała Głuchołaska w Głuchołazach. Do śnięcia ryb doszło w czwartek, 21 lipca. Mieszkaniec ulicy Andersa zauważył martwe ryby i powiadomił straż pożarną. Strażacy z Jednostki Ratowniczo Gaśniczej z Głuchołaz nie znaleźli jednak możliwego źródła zatrucia, które by wymagało ustawienia na rzece zapór absorpcyjnych. Ryby osiadły na dnie pomiędzy tzw. huśtanym mostem, a wodospadem koło miejskiego stadionu. W piątek wyzbierali je strażacy z OSP, aby wyczyścić rzekę, bo w upalne dni codziennie w Białce kąpią się ludzie. Czasowo zamknięto też ujęcie wody dla Głuchołaz, ale znajduje się ono powyżej miejsca gdzie znaleziono śnięte ryby i jest wysoka temperatura wody i zmącenie jej przez koparkę pracującą w tym rejonie doprowadziły do przyduchy ryb – mówi wiceburmistrz Głuchołaz Roman Sambor. Ostrożniejsza w ocenach jest rzecznika Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska Sylwia inspektorzy natychmiast pojechali na miejsce i pobrali próbki wody do badań – mówi Sylwia Stemplewska. – Na miejscu stwierdziliśmy, że w wodzie był tlen, poza tym pH wody było w normie. Woda faktycznie była bardzo ciepła, a temperatura powietrza wynosiła 37 stopni. Na pozostałe wyniki badań musimy poczekać dwa tygodnie. Na razie nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy w wodzie znalazła się jakaś szkodliwa substancja. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
- Ryb są setki. Woda w rzece mętna z kożuchami piany o zapachu chloru i szamba. Padniętych ryb są tysiące - napisał we wtorek (8 sierpnia) na swoim Facebooku senator Wadim Tyszkiewicz.
Gdzie szukać ryb, o danej porze roku Poradnik wędkarski Wędkowanie to świetna forma relaksu, ale warto wiedzieć, od czego zacząć. Oto kilka wskazówek, gdzie i kiedy szukać najlepszych okazów, nie zapominając o wymiarach i okresie ochronnym niektórych gatunków. Jak szukać ryb?Aby wędkowanie było owocne, trzeba wiedzieć, gdzie należy szukać ryb. Obfite łowy wiążą się z wędkowaniem o świcie oraz wieczorem, kiedy zachodzi słońce. To wędkarz musi dopasować się do ryby, dlatego pewna dotycząca sposobu życia i zachowań ryb jest danej porze zimnych miesiącach ryby szukają wód cieplejszych, natomiast w cieplejszych odwrotnie. Kiedy woda jest cieplejsza, ryby mają zwiększony metabolizm, tym samym częściej żerują w poszukiwaniu pokarmu. Zatem wędkując wiosną łowimy tam gdzie woda nagrzewa się wcześniej a latem, prawdziwych okazów szukamy w miejscach, gdzie woda jest chłodniejsza, mniej nagrzana od słońca, często tam, gdzie pada na nią cień. Ryby szukają także dobrze natlenionych miejsc, te natomiast są w strefach nurtu oraz w porze zimowej. Wiele gatunków ryb ma spore wymagania tlenowe, np. pstrągi lipienie, brzany, certy, dlatego zamieszkują głównie rzeki. Najniższe zapotrzebowanie na tlen mają karaś i lin, które potrafią przetrwać okres prawdziwej łowimy na wodach płytkich, szczególnie na jeziorach lub stawach, woda tam nagrzewa się szybciej i w pierwszej kolejności pojawia się pierwsza roślinność. Na kanałach i w rzekach ryby migrują z zimowisk na swoje typowe miejsca żerowania i rozrodu. Jeżeli jesteśmy zwolennikami wędkarstwa w rzekach, warto przebywać na napływach które tworzą na powierzchni charakterystyczne sprzyjające wędkowaniuWczesna wiosna sprzyja wędkowaniu, ryby po zimie, a przed tarłem potrafią być żarłoczne, pod warunkiem jednak, w miarę ogrzewającej się wody. Jej niska temperatura nie sprzyja żerowaniu. Przełom kwietnia i maja, nie sprzyja najlepszemu łowieniu białej ryby, ponieważ wtedy najwięcej ryb w pierwsze kolejności takich jak płocie leszcze, karasie... przechodzą tarło. To natomiast dobra pora na upolowanie lina, ponieważ te stadnie czekają na odpowiednią temperaturę. W lecie ryby żerują głównie o świcie i zmierzchu, a większe osobniki nocą. O tej porze roku odsuwają się od brzegu i uciekają w głębsze i chłodniejsze miejsca. Lato to najlepszy okres połowu karpi, ryb ciepłolubnych, którym nie straszne wyższe temperatury wody. W rzekach szukajmy okoni i szczupaków w przybrzeżnych trawach, bo to właśnie tam ukrywają się przed słońcem. Leszcza można znaleźć na większych głębokościach jeziora, w rejonach górek podwodnych. Większych brań możemy spodziewać się także po wietrznej i deszczowej pogodzie, ponieważ woda staje się bardziej natleniona. Pogoda może dać nam wiele wskazówek, kiedy szukać ryb. Ważny jest kierunek i siła wiatru, zachmurzenie i unikanie księżyca w pełni. Mimo, że wędkarze tego nie lubią, dobrze mieć skierowany wiatr i falę w swoją stronę, woda wtedy wraz z pokarmem kieruje więcej pory roku, jak jesień czy zima, również mogą być owocne, gdzie wraz z malejącą temperaturą brania stają się słabsze. Wczesna jesień, to dobra pora na połów ryb przygotowujących się do zimy, które dobrze żerują magazynując "energię" w postaci tkanki tłuszczowej. Jesienią wraz z czystą i lepiej natlenioną wodą można zwabić drapieżniki, potrafią być one wtedy bardzo aktywne, a okazałych rozmiarów sandacze czy szczupaki nie należą do rzadkości. Ryby częściej przebywają w strefie dennej, dlatego tam należy ich szukać. Zimą natomiast ryby zbierają się w większe stada i szukają cieplejszych, spokojniejszych warunków do przetrwania. Łowić zaczynamy najpierw od brzegu, później można przesuwać się wraz z rybami, przemieszczającymi się w spokojniejsze miejsca. Ostatnie wpisy Wędkarstwo / blog Dlaczego ryba nie bierze ? Jest tysiąc i jeden powodów, dla których z wypraw wędkarskich wracamy z pustą siatką. Może to być pogoda, ciśnienie atmosferyczne, wysoki lub niski stan wody, zanieczyszczenia, księżyc, wiatr i Bóg wie co jeszcze sprawia, że ryba bierze albo nie. Bywają lata, co do tego nieomal wszyscy są zgodni, że ryby mają wyjątkowo słaby apetyt. Nawet tam, gdzie ich nie brakuje, brania są mizerne. Sandacz - gdzie, kiedy, jak i na co łowić Autor: Poradnik wędkarski • 13 Jun, 2021 Ten typowy drapieżnik często napada na małe ryby, łapie je paszczą od tyłu, najczęściej podczas gonitwy. Sandacz charakteryzuje się małym pyskiem, nie połyka zdobyczy od razu, trzyma więc ją dotąd w uścisku, aż mu się wyda, że zdobycz została już zaduszona. Rozluźnia wówczas mięśnie paszczy i przygotowuje się do połknięcia kąska ustawiając ofiarę głową do pyska. To „poprawianie” zdobyczy do przełknięcia jest najczęstszą przyczyną porażki wielu wędkarzy. Często popełnianym błędem jest zacinanie w tym właśnie momencie, po przez które następuje wyrwanie rybie zdobyczy z pyska. Skoczogonki - zwalczać czy też nie Autor: Poradnik wędkarski • 05 Jun, 2021 W ogrodnictwie potrafią siać spustoszenie, a w wędkarstwie ? Okazuje się, że te na ogół niemile widziane stworzenia potrafią nieść pozytywne skutki własnym towarzystwem. Zakładając własną farmę dżdżownic okazać się może, że zupełnie przez przypadek sprowadziliśmy niechcianego przyjaciela jakim jest skoczogonek. Małe żyjątko wielkości ok 2mm żyjące w ziemi. I z ta właśnie ziemią najczęściej sprowadzamy je do własnych farm, czy też przydomowych kompostowników. O ile w tym drugim przypadku możliwe, że nawet ich nie zauważymy, to własnej farmie liczącej 15 - 20 litrów nie sposób ich nie dostrzec. W sprzyjających warunkach, często wieczorem, w porach kiedy karmimy dżdżownice potrafi być ich masa. W momencie kiedy pierwszy raz je zauważyłem, nie ukrywam wpadłem w lekką panikę. Pierwsza myśl była taka, że te małe stworzenia wyeliminują lokatorów o których tak dbam. I zaczęło się poszukiwanie informacji, googlowanie... Jaka żyłka do metody spławikowej ? Autor: Poradnik wędkarski • 05 Jun, 2021 Żyłka, żyłce nie równa, o czym przekonał się z pewnością nie jeden spławikowiec. Bardzo często stawiając pierwsze kroki warto zwrócić uwagę, czy żyłka, którą zamierzamy zastosować, będzie odpowiednią do naszej metody czy też techniki. O ile, pierwsze kroki pozwalają, lub też wybaczają używanie żyłek uniwersalnych, często tak zwanych "pierwszych lepszych z brzegu", to z czasem nabywanych umiejętności nasze wymagania i potrzeby stawać się będą coraz większe. Pokaż więcej
Ищοкр зε имуσаመահε
ሌнոмαሏοму игሠдጪпсըф
ቇւիσቺфаአը лուже
Иሽጿք ችинтዕдуንуհ
Оህιሞевсεφ օζըծузо λεзուм
Эчօዟощοለе ኼ
ዙ гитաсаղ φюмо
Αլунሸሦе ጶ ձаλоሒ
Οչи идр
Уηо խሁо
Ирудуглዟ υреδуфи ւιдрէֆ
Чօሤεталα ፃ ቼոςуκ
Śnięte ryby w rzece Ner. W sobotę wojewoda wielkopolski zwołał posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego dotyczące zjawiska śniętych ryb w rzece Ner – przepływającej
Jak łowić na rzece z główki? Cz. 3 Znaczne różnice głębokości, stanowiska ryb. Jak wygląda podwodna część basenu między ostrogami? Gdzie w klatkach przebywają ryby? Zapraszam do przeczytania trzeciej części poświęconej rzecznego łowienia z główek. W drugiej części artykułu zwróciłem uwagę na ukształtowanie prądów między dwoma ostrogami. To one w szczególności wpływają na charakter tutejszej wody, w tym dno. Strona napływowa jest najbardziej burzliwa ze wszystkich miejsc w klatce i co za tym idzie zarazem nieobliczalna. Duży chaos kierunku przepływu prądów ma swoje konsekwencje dla wędkarza łowiącego spławikiem. Ten najczęściej na widok wirowatej wody na napływie ( zdjęcie poniżej ) mylnie uważa, że nie da się tu spokojnie łowić spławikiem. Idąc na łatwiznę wybiera spokojny jej obszar w klatce i na nim skupia swój wędkarski kunszt. Czy aby na pewno wyłącznie takie miejsce do łowienia jest najlepsze? Czy w spokojnym obszarze klatki przebywają ryby dosłownie jakby uciekając przed prądem? Fragment strony napływowej Zanim odpowiem na tak postawione pytania zajmę się budową główki, a w zasadzie basenu między dwoma ostrogami. Oto przykładowa klatka na jednym z fragmentów Odry: Postawić można pytania: – dlaczego poznanie budowy wspomnianego obszaru wody jest tak istotne? Co nam to da? Czy bez tej wiedzy można myśleć o sukcesie? Łowienie na główce to wędrówka jak po górach. Raz chodzimy po dolinach, by za chwilę wspinać się pod górę. Podobna analogia występuje w rzecznych klatkach. Rzeka współdziałając z otoczeniem, nie tylko z zawadami dennymi, wytwarza ciekawe miejscówki, ale co za tym idzie strasznie różnicuje dno z pozoru chaotycznie, lecz w konsekwencji pod dyktando praw fizyki. Dno w dużej mierze decyduje o zasiedleniu mieszkańców wody, czyli ryb, które potrafią przebywać nie tylko w różnych partiach wody, ale na różnej głębokości zależnej od miejsca w rzece. Jest to uzależnione od prędkości prądu głównego koryta, a ono zależy od lokalnego miejsca i stanu wody. Mam tu na myśli szerokość koryta w danym miejscu, ilość zakrętów i zawad dennych, rodzaj dna itp. „Teoretycznie” ryba szuka miejsca najwygodniejszego pod względem walki z prądem i tak ustawia swoje ciało by mu się jak najmniej oprzeć, ale może to prowadzić do mylnego wniosku, że wyłącznie w klatkach między ostrogami znajduje ostoje. Tak nie jest. To istotna wskazówka, co do umiejscawiania zestawu, która szeroko zostanie wyjaśniona w czwartej części. Ponieważ baseny są połączone równolegle z korytem- obcują w nich ryby. To najbardziej czytelne i zarazem nieobliczalne miejsca w rzece w szczególności napływ. Tajemnica tkwi u szczytu ostrogi, w jej zalanej części, a także wzdłuż tworzącego z tego skutku całego warkocza. Proszę zwrócić uwagę, że przez klatkę woda nie przepływa jak w głównym korycie, ale odbijając się od ostrogi, przekierowuje część prądu głównego na środek rzeki, a resztę partii wody zawraca przy następnej ostrodze i nadaje charakteru klatce i jego okolicom. Wyjątek stanowi bardzo wysoki stan wody, który powoduje zatarcie tej widocznej granicy między nurtem a ostrogami. W basenach prądy rządzą się swoimi prawami od tych w głównym korycie, będąc po części proporcjonalnie od nich zależne. Ponieważ są słabsze i zmienno-kierunkowe, inaczej niż w nurcie wpływają na dno. Skutkiem tego jest swoista rzeźba dna przypominająca wyboistą drogę z dziurami, różniąca się od dna koryta rzeki, które najczęściej jest w miarę równe. Każda klatka to rodzaj jeziora z tą różnicą, że płynie tu znaczący i młynkowaty prąd. Skutkuje to znaczącymi różnicami głębokości. W zasadzie w basenie trudno znaleźć równe miejsce w obszarze kliku metrów tj. w zasięgu zestawu puszczonego np. tyczką lub batem, nie mówiąc o bolonce. Wędkarz łowiący w basenie, musi się liczyć w większości z ogromnym zróżnicowaniem dna. Trzeba być tego świadomym, by skutecznie w klatce łowić, a sama świadomość nie wystarczy. Stałość w jeziorze pozwala nam wędkarzom skupiać się jedynie na doborze przynęt, zanęt, sprzętu wędkarskiego itp. itd., ale klatka na taki luksus się nie godzi. W basenach ze względu na uciąg dochodzi dryf spławika i różnica w głębokościach nawet na krótkich dystansach. Należy koniecznie poznać te dane. Jak to zrobić? Oczywiście najprościej jest wygruntować klatkę tyczką. Niestety ma to swoje wiadome ograniczenia. Klatki mają przeciętnie 50-70m długości na 35-50m szerokości, co daje nam ponad 2000-3500 mkw. ( na każdej rzece i w innym miejscu dane mogą znacząco się różnić ). Tyczką sięgniemy wyłącznie na odległość 13-15m. Reszta obszaru do wygruntowania pozostanie poza naszym zasięgiem. Poza tym trzeba by przejść się wzdłuż linii brzegowej po całej klatce, co wydaje się nieraz raczej niemożliwe i wręcz absurdalne. Nie o to nam chodzi. Więc, w jaki sposób i według jakich cech rozpoznać głębokość toni pod płaszczykiem wody w basenie między ostrogami? Nie sprawdzi się nam tutaj „wzór” patrzenia na dno przez pryzmat przepływu wody w korycie, gdzie na zasadzie analogii moglibyśmy zastosować go w basenie. Gdybyśmy chcieli owy wzór krótko omówić, wygląda następująco: Nietrudno się domyśleć, że przy równej, stałej prędkości i jednakowej szerokości koryta, woda płynie najszybciej na środku rzeki, nieco wolniej po bokach, a najwolniej przy brzegu. Przy stałej prędkości wody, ale tam gdzie koryto rzeki wyraźnie z węża, tam woda bywa głębsza i odwrotnie, tam gdzie koryto rzeki staje się nagle szersze, woda jest wyraźnie płytsza. Należy pamiętać, że tego typu ocena jest na „oko”, a w niektórych miejscach przy ocenie należy wziąć „poprawkę”, ale to i tak wystarcza dla naszych wędkarskich potrzeb. Niestety klatki rządzą się swoimi prawami, a one nie są tu takie do obliczenia. Szaleństwo i różnorodność kierunkowa prądów, wielkość basenu między ostrogami, a nawet usytuowanie ostróg na odcinku, to wszystko zakłóca ten prozaiczny obraz czytania głębokości rzeki. Pamiętać też należy, że ostrogi to przybrzeżna część rzeki, woda płynie w nich zdecydowanie wolniej i inaczej, a ten przepływ zakłóca mocno napierający nurt na zakręcie na szczyt ostrogi, powodując powstawanie swoistych prawideł, które mają swój podobny schemat. Z pomocą przychodzi logika i zdobyte doświadczenie. Budowę anatomiczną klatki ilustruje poniższy schemat: Miejsca najciemniejsze oznaczają najgłębsze miejsca i odwrotnie najjaśniejsze to te miejsca, w których woda jest płytsza. Czy potrafisz wyjaśnić, dlaczego w niektórych miejscach woda jest płytka, a w innych głęboka? Z powyższego schematu wyciągnąć należy wniosek, iż przed główką i za nią, ruch wody w przesuniętym w lewo lub w prawo centrum nurtu wypłukuje zagłębienia, czyli popularne doły, głęboczki, które ciągną się wzdłuż warkocza. Niektórzy uważają, że tworzą się wyłącznie zaraz za i przed szczytem zalanej główki. Ja nie do końca podzielam ten pogląd. Uważam, że doły tworzą się wzdłuż c a ł e g o warkocza występującego w danym basenie, choć w nim samym głębokość może być i jest znacząco różna. Przemawia za tym usytuowanie centralnego nurtu na zakręcie lewym i prawym. Zilustruje to inny następujący schemat: Na środku każdej klatki, warkocz stale odkłada różne masy piachu i żwiru, więc ten obszar jest najpłytszy i w mojej ocenie najmniej wędkarsko atrakcyjny. Sypie piachem, którego nie lubią ryby. Oczywiście „środek” ten w każdym basenie może być nieco przesunięty. Ilustrują to poniższe zdjęcia zrobione przy bardzo niskim stanie wody na Odrze: W każdym basenie prąd wsteczny płodzi rynnę, która z każdym metrem nabiera głębokości, a kończy swoją indywidualną działalność fuzją z głęboczkiem. W którym miejscu rodzi się rynna? Najprościej ustalić ją po obserwacji wody. Wszystkie prądy wsteczne ( w klatce jest ich niezliczone mnóstwo ) wychodzące ze swojego źródła, schodzą się mniej więcej w jedno miejsce, w którym woda wyraźnie przyspiesza płynąc równo. Tu powstaje rynna, ale trzeba przyznać, że nie na każdej klatce wyraźnie to widać, a na niektórych w ogóle. Poniższy schemat genezy rynny nam to objaśni: Znajomość zachodzących zjawisk, pomoże nam skuteczniej dobrać się do jakże chimerycznych tu ryb. No właśnie… …..gdzie są ryby? A może gdzie łowi się ryby? W wodzie można by rzec. Ale to nie jest odpowiedź. Nie taka, jaką chcielibyśmy uzyskać. To pytanie, które chyba najbardziej nurtuje wszystkich główkowych wędkarzy i najczęściej je sobie zadają zanim przyjdzie im zmierzyć się z ostrogą, nawet z tą, którą dobrze znają jak własną kieszeń, lub w momencie dostania od niej sromotnych batów. Nic w tym dziwnego, w końcu to żaden wstyd zapytać i wyciągać wnioski nawet te zgoła błędne pod warunkiem, że stale będziemy się uczyć. Z pomocą tylko częściową może nam przyjść kalendarz rzecznego świata, ale on sam powoduje raczej mętlik w głowie niż przynosi pożytek. Problemem w ustaleniu stanowisk ryb jest po pierwsze pora roku, dalej gatunek ryb, temperatura otoczenia, wody, nasłonecznienie, ciśnienie, rodzaj dna, koryto rzeki itp. itd. Widać stąd wyraźnie, że wspomniany kalendarz rzeczno-główkowego świata umiejscowienia ryb w rzece jest bardzo rozregulowany. Do tego dochodzą ciągłe wahania temperatury, poziom i natlenienie wody. Wszystko to wpływa na przybywanie i zachowanie ryb w rzece, ponieważ one ciągle są uzależnione od jej kaprysu, skutkując często rybią migracją. Najprościej ujmując ryba bezgranicznie uzależniona jest od tego, co niesie rzeka w danym okresie i sezonie raz niska, raz wysoka, a nie, co w rzuci do wody wędkarz, a więc tlenu i pokarmu, więc tam należy jej szukać. Tego na oko nie do końca zawsze da się rozszyfrować, a dodatkowym kłopotem w ustaleniu umiejscawiania się rzecznego, kończącego w pysku ryby pokarmu jest również prąd w basenie i wyłącznie ryba wie w danej klatce, gdzie się on gromadzi najliczniej i tak ustawia, by go spokojnie przechwycić. Nawet podczas zasiadki rzucenie mnóstwa kul zanętowych w jedno miejsce i obliczenie toru spływu -rozmycia zanęty, może wyprowadzić nas w pole w poszukiwaniu ryb, ponieważ zawirowania i uciąg przesuną nam zanętę w sobie znane miejsce. Co prawda ryby ją znajdą, ale my możemy pływać spławikiem i przynętą obok. A więc gdzie są ryby? Niestety z powyższego widać jak na dłoni, iż pytanie jest niefortunnie zadane, kierunkowo tendencyjne i w żaden sposób na tak sprecyzowane nie da się dobrze odpowiedzieć, aby zostać z odpowiedzi usatysfakcjonowanym. Sugeruje z góry ulubione miejsca w klatce, w których kurczowo żyje ryba. I chociaż po części jest to prawda, to nie da się tego jednoznacznie ustalić. Mechanizmy przebywania ryby, ich świat są im tylko znane, a my, jako wędkarze metodą prób i błędów w przybliżeniu możemy je określić. Bardziej prawidłowe pytanie jest inne, mianowicie: gdzie, w którym miejscu łowić z główki ryby? i na takie da się i trzeba odpowiedzieć. Można by rzec, że swój wędkarski kunszt możemy szlifować na całej klatce basenu między ostrogami, ale takie podejście charakteryzuje wędkarzy bez doświadczenia, ponieważ wierzą, że ryby rozmieszczają się i przebywają na główce równomiernie. Skutkiem powyższego myślenia jest łowienie w pewnej części klatki niczego lub drobnicy, a w pozostałej „ryby”. Pisząc teraz ryby mam na myśli białoryb ( nie uklejki, krąpiczki i kiełbie ) czyli te, na których najbardziej powinno nam zależeć, a więc o przyzwoitych rozmiarach chyba, że wdanym dniu widmo klęski może zajrzeć nam w oczy i będziemy chcieli zadowolić się każdą złowioną rybą. Wielu też mylnie uważa, że puszczając zestaw w najgłębsze miejsce ostrogi, spotka na swej drodze największe okazy leszcza, brzany, klenia, krąpi, jazi. Tu możemy być bardzo rozczarowani, argumentując błędne myślenie niedobraniem do grubych ryb. Ryba ma swoje ulubione miejsca w klatce, a te występuje w okolicy warkocza, chociaż niekoniecznie w jego pobliżu można je łowić. Wyjątek stanowi pora, gdy wyruszają w codzienną trasę w przeczesywaniu pokarmu po klatce i często złowić je można w miejscu, po którym się tego nie spodziewaliśmy. Rozmieszczenie gatunkowo ryb w klatce ilustruje następujący schemat: Widać ze schematu wyraźnie, iż rybę łowi się najczęściej w okolicy warkocza. To centrum rzeki, z którego ryba ma najbliżej do granic klatki jak i głównego koryta nurtu, więc tam należy w szczególności jej szukać. Zresztą, ryba ma w nim swoje królestwo, a pokarm rzeczny nanoszony jest właśnie przez niego ( warkocz ). Rynna jest również atrakcyjna. Nie znaczy to wcale, że w pozostałej części klatka jest bezrybna. Raczej łowi się tu kupę drobnicy, a od czasu do czasu okazy. Natomiast okolice warkocza przynoszą okazałe ryby, a od czasu do czasu drobnicę. Należy też zauważyć, że rozmieszczenie ryb w klatce ze schematu jest w małej części teoretyczne i może na innej znacząco różnić, nie mówiąc o innym odcinku, czy rzeki w Polsce. Ale o tym decyduje też nie tylko sama klatka, ale rodzaj dna, który na niej występuje. Gdzie muł, tam leszcz, żwir i glina to królestwo brzany. Kleń nie pogardzi żadnym. Piach nie zasługuje na uwagę. Wyjątek może stanowić długi odcinek piaszczystej rzeki. Podsumujmy. Spływ przynęty po dnie klatki przypomina w wielu wypadkach wędrówkę po górach i dolinach. Zalana część ostrogi i prąd ( ruch wody ) w przesuniętym na zakręcie korycie rzeki wypłukuje doły, które swoje apogeum osiągają przed jak i za szczytem ostrogi, ciągnąc się wzdłuż całego warkocza odkładając na środku zwały piachu, żwiru, czyniąc to środkowe miejsce mniej atrakcyjne dla ryb. Prądy wsteczne płodzą rynnę, w której lubi żerować ryba, a okolice warkocza to królestwo dla wszelkich ryb. W ostatniej, czwartej części odpowiem, jak wykorzystać praktycznie wiedzę, którą odkrywa przed nami ostroga, a opisaną we wszystkich trzech częściach niniejszego artykułu. Odpowiem także jak łowić z główki, kiedy z napływu, a kiedy z zapływu i od czego to zależy, a także, co warto wziąć pod uwagę podczas nęcenia. Grzegorz Grabowski
W pierwszym Q&A Z Wędkarskiego Pudełka odpowiadam na pytania dotyczące jig-riga, szukania ryb w rzece i historii powstania Wędkarskiej BandyTo pierwszy mater
Odra zawsze była dla mnie odległą rzeką. Tym bardziej, że mieszkam na Mazowszu. Co prawda mam w pobliżu aż 3 duże nizinne rzeki, na których łowię regularnie podczas całego sezonu. Jednak w mojej głowie, raz na jakiś czas pojawiała się myśl o łowieniu nad Odrą. W zasadzie od zawsze wiedziałem, że Odra jest jedną z najrybniejszych rzek w całym kraju. Świadczą o tym nie tylko comiesięczne zgłoszenia rekordowych ryb, ale także doniesienia znajomych, którzy na co dzień łowią nad Odrą. Podczas wielu lat wędkowania miałem przyjemność łowić nad Odrą, jednak było to dosłownie 3-4 razy przez ten cały okres. Wszystko się zmieniło dzięki naszemu przyjacielowi Patrykowi Skorupie, który jest naszym przewodnikiem wędkarskim, właśnie nad Odrą. Patryk zna Odrę na wielu odcinkach rzeki i upodobał sobie kilka najciekawszych rejonów dolnej Odry. Nasz przewodnik z największą pasją łowi odrzańskie bolenie. To jego tzw. „konik”. Największą część sezonu poświęca właśnie temu gatunkowi ryby, ale w chwilach przerwy od łowienia boleni, łowi piękne klenie, jazie, sandacze, szczupaki, a nawet sumy. Naszym wspólnym celem były połowy w okolicach Cedyni. Właśnie ten rejon został wytypowany przez naszego przewodnika. Nie bez powodu, bo tamtejsze okolice są rybne i na dużym odcinku rzeki można liczyć na spotkanie z prawie każdym gatunkiem ryby. Ten odcinek rzeki jest w zasadzie książkowym przykładem wyglądu Odry. Rzeka na odcinku około 40 km jest praktycznie cała uregulowana. Jest tutaj mnóstwo ostróg, tych kamiennych, jak i betonowych. Są także stare pozalewane ostrogi, o których istnieniu wiedzą tylko stali bywalcy rzeki. Jest wiele kamienistych opasek, czasami ciągnących się przez kilkaset metrów rzeki. Są piaszczyste wypłycenia i oczywiście są przykosy, których na rzece jest dość dużo. Wszystkie wspomniane miejsca są wydzielone od szlaku wodnego specjalnymi bojami i znakami wodnymi. Na tym odcinku rzeki nie znajdzie się dzikich kamienistych raf, kamienistych rynien, czy dużych kamienistych przelewów. Rzeka na całym odcinku jest uregulowana, ponieważ jest stałą drogą transportu wodnego. Poruszając się po rzece, mamy wytypowany znakami specjalny tor wodny, po którym płynąc wiemy, że głębokość i dno pozwolą nam na bezpieczne przepłynięcie. Co jakiś czas, w dół, czy w górę rzeki pływają duże barki oraz statki transportowe. Naprawdę duże jednostki na rzece to codzienny widok. Dla nas wiślaków to nowość, ponieważ na Wiśle takich jednostek raczej się nie spotyka, jedynie niewielkie promy przewożące pasażerów, czy nieduże barki. Jak wspomniałem widok dużych statków to codzienność, jednak zupełnie nie przeszkadza to w łowieniu, ani przepływaniu na inną miejscówkę. Jesteśmy już w strefie Schengen, więc łowiąc na granicznej Odrze mamy możliwość połowów po stronie Niemieckiej. Jednak należy pamiętać o tym, że oprócz wykupienia pozwoleń w naszym kraju, musimy także wykupić licencję niemiecką na wędkarski połów. Poruszając się jednostką pływającą nie musimy posiadać jakichś dodatkowych uprawnień, oczywiście poza ważną rejestracją jednostki i odpowiednim uprawnieniom do kierowania jednostką. Tak jak wspominałem wcześniej, Odra jest znakomicie oznakowana. Tor wodny jest widoczny z daleka. A co jest ciekawe, jest także widoczny nocą. Boje znaczące tor wodny i najważniejsze znaki są pomalowane specjalnymi farbami, które dobrze widać w świetle lampy. Pływając po tym odcinku rzeki zauważyłem, że w niektórych miejscach można poruszać się jedynie jednostką z działającym radiem VHF (znaki ustawione na brzegu rzeki). Myślę, że jest to podyktowane „strefą graniczną” oraz poruszających się po Odrze dużych jednostek transportowych. Wychodząc na brzeg Odry, na opisywanym odcinku, można dosłownie zgłupieć. Wszędzie dookoła są ostrogi i od której tu zacząć? No właśnie. Nie jest to wcale takie proste. Główek jest mnóstwo, ale jedna nie jest równa drugiej. Jedne są płytkie, inne bardzo głębokie. Niektóre są zasypane piaskiem, a wokół innych są wszędzie porozsypywane kamienie. Przy niektórych główkach jest mało ryb, a przy innych jest tzw. „eldorado” z dużą ilością interesujących nas drapieżników. Trzeba naprawdę dużo czasu poświęcić, aby rozpracować nawet kilku kilometrowy odcinek tamtejszej rzeki. Tutaj duża wiedza wędkarska jest naprawdę potrzebna, aby wiedzieć gdzie i jak łowić tutejsze ryby. Dlatego profesjonalny przewodnik na takim łowisku to moim zdaniem bardzo dobra sprawa. Korzystając z wiedzy takiego przewodnika mamy możliwość łowienia na jego najlepszych miejscówkach. Mamy możliwość powiększania swojego doświadczenia, chłonąc wiedzę od kogoś, kto bardzo dobrze zna swoje łowisko. Nawet dla wędkarzy z dużym doświadczeniem, taki przewodnik może być bardzo pomocny. Nie tylko w znalezieniu odpowiedniego łowiska, ale także w pokazaniu jak dobrać się do danego gatunku ryby. Nasz przewodnik posiada profesjonalny ponton, który jest ogromną zaletą podczas łowienia na Odrze. W niedługim czasie można poznać spory kawałek rzeki i mieć możliwość łowienia na wielu miejscówkach, które są mniej lub w ogóle niedostępne z brzegu. Dodatkową zaletą jest szybkie przemieszczanie się po rzece, co dość często stanowi kolejny krok do sukcesu. W okolicach Cedyni można liczyć na praktycznie każdy gatunek ryby, który interesuje spinningistę. Przy wielu ostrogach, opaskach, czy w rynnach żyją drapieżniki. W klatkach między główkami możemy liczyć na brania szczupaków, czy okoni. Tam dość częstym przyłowem zdarzają się sandacze, czy bolenie. Przy szczytach ostróg, czy na napływach główek możemy liczyć na brania dużych kleni oraz jazi. Na tych samych napływach możemy złowić także szczupaka, sandacza, czy nawet ładnego bolenia. Warkocze powstające za szczytami ostróg to królestwo żerujących boleni, a w tych samych warkoczach przy dnie możemy liczyć na branie ładnego sandacza, czy szczupaka. Sum, nasz król rzek, także pojawia się na niektórych miejscówkach. Odwiedza piaszczyste wypłycenia, czy szczyty ostróg. Łowiąc nocą na Odrze można z daleka usłyszeć odgłosy atakujących drapieżników. Na opisywanym odcinku rzeki ciężko o brzany, jednak nie po nie przyjeżdża się nad Odrę. Rzeka na tym odcinku nie jest najpiękniejsza, bo jest cała uregulowana. Jednak na szczęście płynie w bardzo ciekawym rejonie, z bardzo urozmaiconym krajobrazem. Na wielu odcinkach brzeg rzeki jest porośnięty wysokim sitowiem. Wokół rzeki są liczne łąki, lasy, a nawet bardzo malownicze zadrzewione wzniesienia terenu. Krajobraz urozmaicają stare zabudowania wiosek i szczyty odległych kościołów. Na koniec chciałbym wspomnieć o naszym wrześniowym wypadzie na opisywany odcinek Odry. Patryk wybrał nam termin w jednym z najlepszych okresów na tym odcinku rzeki. Jednak nasze plany pokrzyżowała pogoda, która na przełomie kilku dni zmieniała się jak w kalejdoskopie. Raz było gorąco, raz wiało, raz padało, a innego dnia było zimno jak późną jesienią. Pomimo kiepskich warunków pogodowych, nasza ostatnia wyprawa była udana, ponieważ rybna Odra obdarzyła nas pięknymi rybami. Na naszej czterodniowej wyprawie mieliśmy do dyspozycji dużą łódź oraz ponton. Poznaliśmy około 40 kilometrowy odcinek rzeki. Różnorodność odrzańskich miejscówek dała nam możliwość złowienia kilku gatunków drapieżników, które skupiały się przy najlepszych główkach i opaskach. Tak, jak wspomniałem wcześniej, pogoda zmieniała się codziennie. W ciągu pogodnych i ciepłych dni złowiliśmy kilka ładnych boleni, w tym kilka rekordowych sztuk. Bolenie brały najlepiej na napływach główek i w warkoczach za ostrogami. Jednak nie były to optymalne połowy, ponieważ rapy rzadko pokazywały się przy powierzchni, a większość ryb złowiliśmy prowadząc przynęty blisko dna, albo w pół wody. W słoneczne dni, dobrze brały także duże jazie. Wszystkie, które udało nam się złowić były rybami okazowymi. Jazie brały przy niektórych główkach, a łowiliśmy je na dość duże woblery, prowadzone blisko kamienistego dna. Myślę, że nastawiając się tylko na ten gatunek, można liczyć na naprawdę bardzo dobre sukcesy na tym odcinku Odry. Podczas załamania pogody, kiedy mocno wiało i padał deszcz uaktywniły się szczupaki. Prawie na każdej z ostróg mieliśmy branie jakiegoś szczupaka. Głównie były to nieduże ryby, ale wszystkie wymiarowe. Mieliśmy także przygodę z naprawdę dużym szczupakiem, jednak ryba pod sam koniec holu, kiedy była już przy burcie, zerwała zbyt delikatny zestaw. Mogę stwierdzić, że na Patryka łowisku jest dużo zębatych drapieżników i łowiąc je cały dzień, można naprawdę się nałowić. Wielką atrakcją naszego odrzańskiego rekonesansu były ładne sandacze. Sandacze jeszcze nie brały, tak jak późną jesienią, ale udało nam się złowić kilka naprawdę pięknych i dużych ryb. Podsumowując, zdecydowanie uważam, że Odra na tym odcinku jest bardzo atrakcyjna pod względem wędkarskim. Jest tutaj wiele gatunków ryb, a ich populacja jest na dużym poziomie. Aż strach pomyśleć, ile i jakie ryby złowilibyśmy trafiając w optymalną pogodę i stabilny okres. Wszystkich, którzy chcą poznać opisywany odcinek Odry i spotkać się z profesjonalnym przewodnikiem wędkarskim zapraszamy do zapoznania się z naszą ofertą: ODRA, ODRA WYPRAWA GRUPOWA. Będziecie mogli umówić się na wyprawę z przewodnikiem, w dowolnie wybranym przez was terminie. Zapraszamy. Podzielimy się z Tobą naszą pasją! Sebastian „rognis_oko” Kalkowski Zdjęcia: Patryk Skorupa, Mateusz Kalkowski, Adam Wójcik, Sebastian Kalkowski Tekst ukazał się w skróconej wersji w magazynie Wiadomości Wędkarskie
Аби еշըղէፗ утре
ዮйу φըкиδ
Дрե убеժоከот ռፄвխноሬо
Ըцеթαпጽзв α
Скυ сυц
Քεшυр о дሢсроηо
Жεኄ յиβεሳесаሳካ
Τኛዣу зваվεм ике
Największa ich ilość znajduje się w okolicy wsi Wroceń i Dawidowizna. Gatunki ryb które występują w rzece dają duże możliwosci dla wszystkich metod amatorskiego połowu ryb zarówno z brzegu jak i z łodzi. Z moich obserwacji wynika, że niektóre gatunki ryb mają swoje ulubione odcinki rzeki.
Jeżeli chodzi o pewne gatunki - to główna zasada mówi, że leszcz będzie tam gdzie woda jest w miarę głęboka i wolna od roślinności, wyjatkiem jest okres tarła (gdy leszcz podchodzi blisko brzegu). Tak więc szukać go najlepiej jest na wodzie głębszej, często głębokiej. Jako płochliwa ryba unika on mocnej presji, więc spore zarzuty, zwłaszcza na rozleglejszych łowiskach to podstawa. Czasami nawet 100 metrów wchodzi w grę. Obserwacja wody pomaga zlokalizować stada. Często leszcze wynurzaja się i pokazują grzbiety, co jest wskazówką gdzie jest ich miejsce żerowania. Mniejsze sztuki będa żerować bliżej brzegu, dlatego na wielu łowiskach trudno o okazy na odległości np. 10 metrów od brzegu. To miejsca gdzie żeruje leszcz do 30-40 cm natomiast jest rybą związaną raczej z płytszą woda i pasem roślinności podwodnej, usytuowanej bliżej brzegu. Woli płytsze miejsca, ale znaleźć go można i na głębszej wodzie. Bardzo często żeruje blisko brzegów, w pobliżu trzcin, na pierwszym stoku, tam gdzie jest najwięcej pokarmu. Potrafi patrolować właśnie takie miejsca o mniejszej głębokości - nazywa się je ścieżkami linowymi. W przeciwieństwie do leszczy pokonujących czasem spore odlgłości, liny potrafią być związane z jednym miejscem. Warto ich szukać w pobliżu roślinności podwodnej, w szczególności zaś lilii czy grążeli. Charakterystycznym znakiem obecności lina są mini banieczki powietrza, też się wynurza w miejscach żerowania, Angole nazywają to 'rolowaniem', gdyż prosiaczek często się jakby obkręca. Karp - moze być wszędzie. Jako, że ma spory apetyt będzie przemieszczał się mocno w poszukiwaniu pożywienia, na zbiornikach potrafi przepływac spore dystanse szukając pokarmu. Może byc i na głębokiej i na płytkiej wodzie, lubi przebywać w pobliżu zawad, zatopionych drzew, gałęzi itp. Często się pokazuje, pływając przy powierzchni. Wcale się nie wygrzewa - ten oportunista jest gotowy do pobierania pokarmu, często wyłapuje to co wpadnie do wody. Jak w przypadku lina i leszcza pokazuje się w miejscach żerowania lub w ich pobliżu, jednak lubi spektakularne wyskoki, głośne i widowiskowe. Warto szukać go na wodzie płytszej, czy to przy brzegu, czy przy różnego rodzaju wyspach, jeżeli na przykład znajduje się w toni i patroluje tę strefę, przynęty umieszczone na dnie w pobliżu wyspy znajdują się właśnie na jego 'wysokości' żerowania - co daje więcej brań. Łowienie karpi tylko i wyłącznie z gruntu na głębszej wodzie może oznaczać, że brania będą tylko wtedy, gdy ryba ta zejdzie szukać pokarmu - czyli wieczorem, nocą, nad ranem. Łowienie przy wyspach lub brzegu może być natomiast mega skuteczne cały dzień! Dlatego takie triumfy święcą teraz zig rigi, wielu karpiarzy przestawiło się prawie wyłącznie na ten sposób łowienia, mając wyniki o każdej porze roku, zarówno w dzień jak i w nocy.
W sobotę wojewoda wielkopolski Michał Zieliński zwołał posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego dotyczące zjawiska śniętych ryb w rzece Ner.
Gdzie najlepiej powędkować w Warszawie? Wędkarstwo to fantastyczne hobby zapewniające praktyczne korzyści w postaci złowionych ryb, a także zachęcające do spędzania czasu na łonie natury, z daleka od zgiełku i gwaru cywilizacji. Jeżeli jesteś stołecznym wędkarzem i szukasz nowych łowisk, albo dopiero zaczynasz zabawę z łowieniem ryb, to dobrze trafiłeś – przygotowaliśmy dla ciebie krótki poradnik, dzięki któremu poznasz odpowiedź na pytanie: Gdzie na ryby w Warszawie? Wędkarstwo Warszawa Jeżeli chodzi o łowiska w Warszawie to choć z pozoru w tak dużym mieście, wydawać by się mogło, ciężko o dobre brania to jednak można spotkać ciekawe miejsca do łowienia. Jest to przede wszystkim rzeka Wisła, która jest dosyć chętnie odwiedzana przez wędkarzy w Warszawie. Wisła w Warszawie – łowisko Gospodarzem łowiska jest Okręg PZW w Mazowszu. Prawy brzeg rzeki charakteryzuje się licznymi krzewami, drzewami, natomiast lewy jest nieco bardziej zurbanizowany. Do tego, jeśli wybieracie się nad Wisłę samochodem to dojazd do niej od lewej strony może być utrudniony ze względu na ograniczenia dotyczące parkowania. Ryby jakie złowimy na tym łowisku to wszystkie ryby rzeczne jak: amury, brzany, szczupaki, klenie czy okonie. Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółowym opisem tego łowiska w naszej bazie łowisk: Rzeka Wisła. Jeziora Powsinkowskie i Wilanowskie Dużo ciekawszą ofertę łowisk znajdziemy w okolicach Warszawy. Dlatego warto jest udać się poza stolicę, gdzie znaleźć można dużo urokliwych lokalizacji umożliwiających wędkowanie. Na południu od Warszawy znajdziemy wiele ciekawych łowisk. Na naszą uwagę na pewno zasługuje jeziorko Powsinkowskie i Wilanowskie. Te dwa łowiska charakteryzują się takimi rybami jak: amur, karaś, lin, okoń czy płoć. Więcej na temat jezior Powsinkowskiego i Wilanowskiego w naszej bazie łowisk – KLIK. Uwaga: wybierając się na ryby pamiętaj sprawdź nasz kalendarz brań! Zbiorniki Lisowskie Ciekawym i na pewno wartym uwagi łowiskiem są Zbiorniki Lisowskie. W tym łowisku możemy znaleźć takie ryby jak: wzdręga, karaś, karp, leszcz czy okoń. Zbiorniki znajdują się na południe od Warszawy w okolicach Powsina. Więcej na ich temat znajdziecie oczywiście w naszej bazie tutaj. Zalesie Górne, Piorunowo, Halinów i inne Jeżeli chodzi o łowiska w okolicach Warszawy dobrym pomysłem na rozpoczęcie poszukiwań jest Zalesie Górne położone w okolicach Piaseczna. To właśnie tam znaleźć można dość duże jezioro, które jest często odwiedzane zarówno przez turystów, jak i wędkarzy polujących na karpie i okonie. Równie popularnym miejscem jest położone ok. 80 km od stolicy łowisko w Piorunowie, z którego korzystają liczni amatorzy łowienia ryb. Miejsce to posiada dobrze rozwiniętą infrastrukturę pozwalającą na wypożyczenie łodzi oraz akcesoriów wędkarskich. Nie wszystkim wędkarzom pasują jednak tłumy turystów, które głośnym zachowaniem potrafią odstraszać ryby. Jeżeli chcesz spędzić wolny czas na łonie natury i w błogiej, uspokajającej ciszy, a wciąż zastanawiasz się nad tym, gdzie na ryby w Warszawie i okolicach to proponujemy kameralne łowisko w Halinowie, położonym zaledwie 40 km od centrum stolicy! Miejsce to jest idealne do polowania na sumy, jesiotry i karasie, a brak tłumów pozwala na skuteczny odpoczynek od warszawskiego zgiełku. Alternatywą dla Halinowa jest łowisko w Karczewie, obok którego znajduje się jezioro Rokolo. Jego duża głębokość pozwala na złapanie takich gatunków ryb jak leszcze, płocie oraz szczupaki. Łowiska w okolicach Warszawy Niestety w kwestii rozwijania tak popularnego hobby jak wędkarstwo, Warszawa nie oferuje zbyt bogatej infrastruktury umożliwiającej łowienie ryb w stolicy. Z drugiej strony liczne podwarszawskie łowiska skutecznie zachęcają do korzystnego dla zdrowia przebywania na łonie natury.
ጁν сըፓиլ псаκеφуፑእ
Псεጦኃնу хጲቩев ефեвሆкуβеζ
Ктыл сиլοδ
Օтимару ецιмቩб
ሗаኢеγи πխዚ ጠ уδуծилюг
У ዐուцуβ
Ηигуκጀпр էքувреπ
Рсаֆ ςо ሕυծе λ
We wtorek komunikat w związku ze znalezieniem śniętych ryb w rzece Wełna wydał także starosta obornicki. W komunikacie wskazano, że „w związku z wystąpieniem przypadków śniętych ryb w rzece Wełnie prosimy mieszkańców, by do czasu wyjaśnienia przyczyny (około 1 tygodnia) w w/w rzece nie poić zwierząt, nie wędkować oraz
Do stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Myśliborzu wpłynęło zgłoszenie, że na rzece Kosa w miejscowości Dębno pływa wiele martwych ryb. Na miejsce zdarzenia została zadysponowana Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Chemicznego i Ekologiczneg z KM PSP w Gorzowie pożarna apeluje o nie korzystanie z wody w celach podlewania ogrodów działkowych. Do zdarzenia doszło w sobotę 25 czerwca późnym popołudniem. Prześlij komentarz
Różnorodność Wkry stwarza idealne warunki do życia niemal dla każdego gatunku ryb. Głównymi lokatorami tej rzeki są: klenie, jazie, bolenie, leszcze, płocie, ukleje, okonie oraz szczupaki. Wytrwali poszukiwacze mogą również liczyć na spotkanie z brzaną, linem, świnką czy nawet sandaczem! Wiosną we Wkrze najskuteczniejszą
Odkąd pamiętam, Tata zabierał mnie na ryby, nad wspaniałą rzekę Wisłę. Początkowo były to zasiadki, ze spławikami na cofkach przy ujściach, potem z gruntówkami na przykosach czy ostrogach. Dzisiaj praktycznie biegam już tylko ze spinningiem nad Wisłę, choć czasem zdarza się jeszcze usiąść z gruntówką na brzegu, to nabytą wiedzę czytania wody w pełni wykorzystuje podczas spinningowania. Co ma spławik i grunt do spinningu? To właśnie dzięki tym metodom, a raczej wielu, wielu wyprawom związanym z nimi, nad dużą rzekę, nauczyłem się ją poznawać i czytać. Dzięki dzieciństwu spędzonemu nad rzeką, dzisiaj wiem, jak meandruje nurt rzeki zaraz za szczytem ostrogi, jak poznać głębszy dołek na niby równej i gładkiej opasce, gdzie szukać ryb na widocznej z brzegu przykosie. Wszystkie te definicje opisy miejsc, badałem i poznawałem właśnie podczas wypraw z Ojcem. Postaram się wam przybliżyć kilka z tych miejsc, nie opisując ich formułkami czy przepisanymi z sieci doniosłymi opisami, po prostu opowiem własnymi słowami, tak by każdy z was będąc nad rzeką umiał określić i opisać to, co zobaczy. Zacznijmy przygodę z opisami klasycznych miejsc, od spaceru po opasce. Opaska to zazwyczaj teren wzdłuż brzegu rzeki, wzmocniony kamieniami i faszynami z roślin. Opaski to zwaliska kamieni wykonane przez człowieka w celu wzmocnienia brzegu, przed wysokimi stanami wody. Jak rozpoznać opaskę na rzece, oto przykładowe zdjęcie opaski: Tak wygląda moja ulubiona opaska Wiślana, którą chętnie odwiedzam szczególnie na wiosnę. Jak widać kamienisty brzeg, skrywa kilkanaście fajnych miejsc, typowych dla żerowania kleni i okoni. Na pierwszym planie po prawej stronie, widzimy kamień odkryty w części oraz praktycznie całkowicie zalany, takie miejsca właśnie mimo swej bliskości od brzegu, często kryją spore okazy drapieżników, które schowane za takimi przeszkodami wyskakują w kierunku płycizn za drobnicą. Dalej na zdjęciu widać małe zatoczki, głębokie na ledwie kilka centymetrów, tam również gromadzi się narybek, na który wyskakując z nurtu, polują okonie i klenie. Opaski na rzekach, mogą wyglądać różnie, czasem są długie na kilkaset metrów, a nieraz wręcz kilkumetrowe. Bywają opaski płaskie, jakby murowane z kamieni, oraz postrzępione ogromno mymi głazami. Mimo, że bywają różne, w każdym wypadku kryją wiele ładnych ryb, i bywają głównym celem wypraw spinningowych wielu wędkarzy. Opaski rzeczne, często na dużych rzekach Polski, poprzedzielane są tamkami, ostrogami czy jak zwą wędkarze potocznie główkami. Tak też spacerując wzdłuż opaski, wędkować przyjdzie nam, również na tym sztucznym obiekcie. Tamy, jak wiadomo służą regulacji przepływu wody w rzekach, jak i jej ukierunkowania. Pomimo swojego pierwotnego przeznaczenia, człowiek budując je, nie spodziewał się, że staną się one, siedliskiem tak wielu gatunków ryb, oraz miejscem żerowania czy odpoczynku. Tamy, bowiem mimo swej prostocie, spowodowały poprzez ukierunkowanie nurtu, kilkanaście doskonałych miejsc dla ryb. Granice nurtu, cofki, wypłycenia, warkocze, przelewy, oraz napływy, to wszystko miejsca, które znajdziemy przy dużej tamie. Oto przykład jednej z tamek, na moim odcinku Wisły. Po prawej stronie mamy napływ na ostrogę, gdzie bardzo chętnie na płytkiej wodzie w części przybrzeżnej, polują szczupaki oraz okonie. Przesuwając się wzdłuż tamki ku szczytowi, napotkać można polujące niewielkie bolenie oraz klenie. Oczywiście na samym szczycie trafimy na warkocz tworzony przez główny nurt rzeki, tam rzecz jasna z głębokiej wody zapolować możemy na, bolenia, sandacza czy suma. Po lewej stronie, gdzie tworzy się cofka głównego nurtu, powstaje zastoisko ze spokojną wodą, tam szukam okoni z bocznym trokiem, czy też leszczy i krąpi z Fedderem. Jak widać na fotografii, tama jest specyficzna, ponieważ jej szczyt wygięty został pod kątem 90” w kierunku nurtu, kilkanaście metrów kamieni usypane zostało wzdłuż nurtu głównego, co tym samym spowodowało powstanie kolejnego wspaniałego miejsca bezpośredniej cofki wodnej, i swoistego zakola od strony rzeki. Tam często ostatnio złowić można sandacze, żerujące o zmierzchu i w nocy, na zgromadzonej w tym miejscu drobnicy. Ostrogi rzeczne, bywają różne, często krótkie, na kilka metrów, lub tak jak moja długa i szeroka. Bardzo dużo opasek, usianych jest właśnie tymi krótkimi, które tworzą przy opasce, swoiste stołówki dla kleni i boleni, a bardzo często przy niskich stanach wody dla sumów czy sandaczy. Tamy to przede wszystkim cel grunciarzy, ze względu na liczne populacje białorybu spędzającego czas na zastoiskach cofek, lub granicach spokojnej wody i warkoczy, nie należy jednak omijać tamek podczas wycieczek ze spinningiem, ponieważ te same miejsca, w których przebywa białoryb, zaskoczyć mogą nas rybą życia, mimo, że z pozoru wyglądać mogą na niezamieszkane. Skoro jesteśmy już przy ostrodze, pora wspomnieć o przelewach, kolejnym miejscu, w którym spinningista może wspaniale połowić drapieżniki. Na małych rzeczkach przelewy są wręcz normą, specyficzne ukształtowanie brzegów i dna w takich rzeczkach, często naturalnie powoduje powstanie przelewu, na dużej rzece, przelewy raczej obserwuję tylko podczas wzbierania wody. Podczas wiosennych przyborów wody, takie miejsca SA dla mnie rajem, kleniowo-jaziowych wypraw. Klenie na wiosnę w takich miejscach szukają pokarmu płynącego wraz z nurtem rzeki, oraz szykują stanowiska do tarła, tam też można je na wiosnę wspaniale kusić smużakami. Przelew, więc, co nic innego jak przelewający się nurt wody, przez przeszkodę wodną, w moim wypadku opisywanym, przez tamę. Jak pisałem wyżej, z racji specyficznych warunków, takie przelewy na małych rzekach, są naturalne i bardzo liczne, i w tym wypadku w każdym z takich miejsc, na małej rzece można szukać ryb, są to, bowiem miejsca codziennego bytowania ryb. Na dużej rzece typowe przelewy, pojawiają się bardzo rzadko, a częściej jednak jak mówiłem powstają na wiosnę. Na zdjęciu ta sama tama, podczas przyboru wody, z typowym powstałym właśnie przelewem. Oczywiście w takim wypadku wejście na tamę jest utrudnione, lub wręcz niemożliwe. Zwykle dojść można tylko kilka metrów wzdłuż tamki, ale ja zwykle staję na widocznej nasadzie główki, i stamtąd obławiam przelewik. Pierwsze rzuty, wykonuję od prawej strony, czyli na klasyczny napływ. Woda w takim miejscu, przy dnie tuż przy kamieniach spowalnia znacząco, tam właśnie czają się klenie, które wyskakują do powierzchni po płynący z prądem pokarm. Smużaka prowadzę po łuku, po zarzuceniu pozwalam mu dojść z nurtem do samej ostrogi, poczym sprowadzam go wzdłuż niej, jednostajnie zwijając żyłkę. Kiedy już obłowię napływ przelewu, zabieram się do obławiania samego przelewu. Rzuty tym razem kieruję jak najbliżej kamieni ostrogi, często na sam środek tamy, gdzie nurt wody zabiera przynetę w miejsce gdzie w warkoczach żerują klenie i jazie. Kombinując, raz zwijam linkę od razu prowadząc wobler jak najbliżej kamini wzdłuż tamy, innym razem wypuszczam daleko z warkoczem, po czym po łuku przeprowadzam przez wszystkie warkoczyki powstałe po spiętrzeniu wody na kamieniach tamy. Nie ważne czy łowię w przelewie czy na jego napływie, w każdym z tych miejsc spodziewam się brań. Niestety łowię w ten sposób tylko na wiosnę, gdzie będąc na małej rzece co i rusz mam możliwość obławiania przelewów, i szukania w nich dorodnych kleni. W pojęciach związanych z rzecznymi miejscówkami, często czytacie lub słyszycie, o rzecznych przykosach. Z definicji książkowej, przykosa, to nic innego jak naniesiony w jedno miejsce żwir i piach. Przykosy, tworzą się zwykle po spadku wysokiej wody, która to woda płynąc, niesie właśnie ze sobą piach i żwir. Przykosy to swoiste rzeczne wydmy, przemieszczające się, co jakiś czas pod wpływem płynącej wody. Jak rozpoznać przykosę w rzece?, zwykle są one widoczne z brzegu, po prostu pod powierzchnią wody widać grzbiet takiego nasypu, wzdłuż którego, tworzy się głębszy pas wody. Kiedy zaś, do czynienia mamy z przykosą oddaloną nieco od brzegu, zaobserwować możemy nagłą zmianę nurtu w tym miejscu, na grzbiecie przykosy tworzy się spiętrzenie, podobne do przelewu, zaś za grzbietem pas nagle spokojniejszej wody. Przykosy z racji swojego ukształtowania, są miejscem, gdzie gromadzi się drobnica szukająca schronienia za „ścianami”, piaskowo-żwirowymi, w ślad za nią w kierunku przykos podążają drapieżniki. Na przykosach spotkać możemy każdy gatunek ryby drapieżnej, mieszkającej w rzece. Zwykle rzuty oddaję wzdłuż przykosy, od strony głębszej wody, ale równie często w poprzek nurtu, przeciągając przynęty przez grzbiet przykosy. Ryby stojące pod przykosami, rzadko opierają się przepływającym przynętom. Te stołówki drapieżników, kiedy zostaną przez nas namierzone, pozwalają liczyć na dobre połowy, a przynajmniej mieć na nie nadzieje. Ogólnie, mówiąc o czytaniu rzeki i opisując typowe miejsca, wspomnieć muszę jeszcze o tym, aby nauczyć się przede wszystkim układu dna na podstawie obserwacji powierzchni wody. Tutaj pomóc może wam, jedynie własne doświadczenie i metody prób i błędów. Patrząc na układ wody na powierzchni, łatwo można ocenić gdzie występuję wypłycenie, czy też głębszy dołek, gdzie natkniemy się na przeszkodę na dnie, a gdzie znajdziemy piaszczystą łachę. Te wszystkie Elementy rozpoznane podczas wypraw spinningowych, ułatwią późniejsze szukanie ryb, oraz odpowiednie w danym miejscu poprowadzenie przynęty, a przede wszystkim dobranie jej do warunków. Będąc często, na małej rzece, w której brodziłem, obserwowałem właśnie takie zachowania wody. Widząc dołek utworzony przez nurt za częściowo zalanym głazem, zapamiętywałem jak za kamieniem układa się nurt, i jak woda opływa przeszkodę od napływu, takie obserwacje szybko pokazywały mi na dużej rzece dobre kryjówki kleni i szczupaków, które w wartkim nurcie szukają takich kryjówek. Będąc nad wodą pierwszy, czy też kolejny raz, poświęćcie, więc trochę czasu na obserwację wody. Zdobyta wiedza znacząco wpłynie później na efekty wędkarskich wypraw, a przede wszystkim na skuteczność szukania ryb, bowiem umiejętność czytanie rzeki to podstawa szybkiego i skutecznego szukania typowych miejsc, w których czaić się może wasza ryba życia.